piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 8

- Jak to nie żyje? - zapytałam. Jeszcze kilka godzin temu uśmiechnięta Willie biegała po bibliotece, a teraz dowiaduję się, że jest trupem.
- Iris, proszę... Powiedz, że żartujesz! Powiedz to! - Podbiegłam do niej i złapałam za ramiona.
- Laura, spokojnie... - powiedział Ross i złapał mnie w biodrach, pewnie po to, żeby odciągnąć mnie od przyjaciółki.
- Zostaw mnie! Masz mnie nie dotykać! - krzyknęłam. Chłopak odsunął się, a ja dopiero wtedy odwróciłam się w stronę Iris. - Powiedz, że to nieprawda, proszę...
- Przykro mi...
Z moich oczu popłynęły słone łzy. Przytuliłam się do Iris i poczułam jak głaszcze moje plecy.
- To moja wina... - szeptałam w amoku.
- Nie możesz tak mówić. To się po prostu musiało stać.
- Laura, chodź ze mną do pielęgniarki - powiedział Ross.
- Pójdziesz? - zapytała Isia. Spojrzałam w jej piękne niebieskie oczy i kiwnęłam głową przecząco.
Czułam wstręt do chłopaków. Co z tego, że Albert mnie uderzył? To nie znaczyło prawie nic. Chodzi o to, że byłam pewna, że to on zabił bibliotekarkę, a to była moja wina. Gdybym nie poszła do biblioteki, gdybym nie szukała książek o podziemiach... Roześmiana Willie nadal by żyła. Jestem tego pewna.
- Ja z Rossem wrócimy do pokoju. Iris podejdź na chwilkę.
Dziewczyna puściła mnie i stanęła przy Calumie, kawałek dalej. Rudowłosy nachylił się i zaczął jej coś mówić do ucha. Twarz Iris ukazywała wielkie zmartwienie. Nie byłam pewna czy to z powodu śmierci Normadki czy z tego o czym jej mówił Calum.
Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Myślę, że resztę opowie ci Laura - powiedział wpatrując się w moje oczy. To był znak. Tym co zrobił rozkazał mi zwierzyć się Iris.
- Laura! - krzyknął Ross, gdy otwierałyśmy drzwi. Odwróciłam się. - Między nami wszystko ok?
- Ja... Ross, bardzo dziękuję, że mi pomogłeś, praktycznie mnie uratowaliście... Ale myślę, że na razie nie jestem w stanie zaufać jakimś chłopakom.
Weszłyśmy do środka, zatrzaskując drzwi.

- Powiesz co się stało? - zapytała moja przyjaciółka, gdy wchodziłyśmy po schodach na jedno z wyższych pięter zamku, w którym się uczyliśmy i w którym mieszkali pracownicy szkolenia.
- Spotkałam się z Albertem. Powiedział, że mu się podobasz... - Wytarłam ręką zapłakane oczy.
- I to dlatego twój policzek wygląda tak jak wygląda? - zapytała. Spuściłam wzrok na schody, na które wchodziłyśmy.
- Nie. Ja powiedziałam, że ty raczej nie czujesz tego samego... - zawiesiłam się.
- A potem?
- A potem mnie uderzył. Ale to nie był prawdziwy Albert. Ja ci mówię! Coś w nim siedzi...
- Spokojnie, Laura... Wiesz czy jest mieszańcem?
- Tak, na pewno.
Dalej szłyśmy w ciszy, którą przerwała Iris.
- Już jesteśmy - powiedziała i zapukała w wielkie drzwi.
- Już idę, już idę - usłyszałyśmy zza wrót, które otworzyła pielęgniarka. - O Przodkowie! Co ci się stało? - krzyknęła, gdy zobaczyła mnie w słabym świetle lampy.
- Miałam drobny wypadek... - wystękałam.
- Chyba nie taki drobny. Wchodźcie szybko - rozkazała. Znalazłyśmy się w jasnym korytarzu z kilkoma obrazami i parą drzwi. Pielęgniarka nacisnęła klamkę lewych drzwi i weszłyśmy do jej gabinetu. Przy błękitnych ścianach stały dwa krzesła, małe łóżko dla pacjentów i półki z ludzkimi lekarstwami i opatrunkami. Widziałam jakieś krople, leki przeciwbólowe, bandaże...
Pielęgniarka podeszła do mnie i chwyciła za podbródek, obracając moją twarz w bok. Uważnie przyglądała się mojej ranie.
- Masz okropnego siniaka, ale dziecko, powiedz mi, dlaczego masz przeciętą skórę? - zapytała. Nawet o tym nie wiedziałam.
- Wydaje mi się, że tam gdzie siedziała rosły jakieś róże. Może to jakiś kolec? - zaproponowała Iris, gdy ja milczałam.
- Może tak być. Dam jej najpierw jakiś okład.
Kobieta wyczarowała lód jednym skinieniem palca, jak to robią doświadczeni Uznani, i zawinęła go w cienki ręcznik.
- Powinno pomóc na siniaka.
Znudzona siedziałam z Iris przy boku. Pewnie ona też biła się z myślami. Ja musiałam przeczekać chwilę w ciszy dla uczczenia pamięci Wille. Nawet nie wiedziałam jak się nazywała, czy miała jakąś rodzinę, ile naprawdę miała lat. Problem w tym, że Juniorom nikt nie udziela takich informacji.
Ciszę przerwała pielęgniarka karząc mi odłożyć lód. Znowu nachyliła się nade mną i kilka razy poruszyła ręką.
- Już. Widać jeszcze małe zaczerwienienie, ale po ranach nie ma innego śladu. Skoro to już załatwione to powiedzcie mi co się stało.
- To nic takiego. Drobny upadek. Naprawdę.
- Coś wam nie wierzę. Zaparzę trochę herbaty i czeka was poważna rozmowa.
- Nie możemy nic powiedzieć. Skończy jak bibliotekarka - wyrzuciłam zanim Iris otworzyła usta.
- Też się boję, ale może nam pomóc. Jestem pewna, że nikogo tu nie ma.
- Namyśliłyście się? - zapytała uśmiechnięta kobieta i postawiła herbatę na wyczarowanym stole.
- W sylwestra Albert Donk został wskazany przez przodków. Rada powiedziała, że Laura, ja i Ross mamy dowiedzieć się co się dzieje z tym chłopakiem. Uznaliśmy, że Laura się z nim spotka, ale wtedy Ross zerwał z nami znajomość, uważając, że nie możemy ryzykować.
- To znaczy, że się o was martwi - wtrąciła pielęgniarka. Martwi się? Raczej utrudnia zadanie...
- Pozwoli pani, że skończę. - Kobieta kiwnęła głową. - Dzisiaj Lau się z nim spotkała i... Laura powiedz co było dalej.
- Uh, dobrze... Albert powiedział, że Iris mu się podoba. Powiedziałam, że ona raczej nie czuje tego samego i mnie uderzył. Straciłam równowagę i się wywróciłam.
- To pewnie wtedy przecięłaś policzek.
- Tak, chyba wtedy. Chciał mi coś jeszcze zrobić, ale przybiegł Ross i Calum.
- Czyli między wami wszystko w porządku.
Spojrzałam na Iris.
- Tak, wszystko w porządku - powiedziała.
Ale według mnie nic nie było w porządku. Zostawił nas w momencie kiedy najbardziej go potrzebowałyśmy, a teraz ratuje mnie i myśli, że mu wszystko wybaczymy. Przecież mogłabym sobie sama poradzić!

~~*~~*~~
Witam.
Poza tym, że w ostatnim rozdziale był trup, akcja toczy się kula na brzuch bałwana. Tak jak przyznała mi Verini, rozdział dziewiąty będzie stuprocentowym popychaczem do następnych działań Iris i Laury. A co się okaże z Rossem? Na to musicie zaczekać.
Tradycyjnie podziękowania dla komentujących, czyli Karci Lynch, Anonima oraz ponczka54 i dla Verini, która sprawdziła rozdział.
Tak zapytam, co sądzicie o tym, że Ross i Laura są ze sobą skłóceni? Chcecie ich jako parę?

3 komentarze:

  1. Super rozdział :*
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Chcemy ich za parę xD
    Kocham
    Czekam
    Daj szybko

    ~Wika

    OdpowiedzUsuń
  3. Łohohoho
    Trup. Się porobiło. A w następnym rozdziale dopiero się będzie działo.
    Super rozdział. Nic dodać nic ująć.
    Czekam na nexta z niecierpliwością.
    PS. Nie mam weny na komentarze xD

    OdpowiedzUsuń