Może i blog nie ma nawet miesiąca, ale zostałam nominowana do LBA! Tymi dobrymi osobistościami były autorki bloga Ross i Laura - to nasze życie.
Oczywiście, uśmiechnięta, chciałam sprawdzić z jakimi pytaniami będę musiała się zmierzyć.
1. Jaki kolor jest twoim ulubionym?
Szczerze mówiąc - mam ich wiele. Jestem całkowicie zauroczona kolorami Slytherinu, czyli ciemną zielenią i srebrem. Oprócz tego brąz, inne odcienie zielonego, czerwony, żółty... Dużo tego.
2. Czy masz zwierzątko i jakie?
Tak, mam od niedawana psa rasy shih tzu. Wredny mały zabójca, który tylko myśli o wylegiwaniu się na kanapie...
3. Czy spotkałaś swojego idola?
Jestem ogromną fanką miętowej czekolady, więc tak - spotkałam swojego idola.
4. Jaka jest Twoja ulubiona książka i film?
Uwielbiam serię Ricka Riordana "Percy Jackson i bogowie olimpijscy". Oprócz tego jedyny w swoim rodzaju "Harry Potter". Bardzo też lubię "Żelazny Dwór" Julie Kagawy.
Kocham filmy o superbohaterach Marvela."Kapitan Ameryka", "Spider-Man", "Avengers"... Niekończące się tytuły...
5. Czy masz rodzeństwo?
Tak, mam młodszą siostrę.
6. Jaki owoc lubisz najbardziej?
Tutaj też nie mogę podjąć decyzji. Maliny, truskawki, brzoskwinie, arbuzy...
7. Jakie masz hobby poza blogowaniem?
Czytam książki, trzy razy w tygodniu chodzę na siatkówkę, oglądam piłkę ręczną i chodzę na szkolny chór. Mój grafik jest trochę napięty i większość czasu spędzam w szkole. Wbrew pozorom - to tam tworzę najlepsze części rozdziałów.
8. Jakie blogi czytasz i jakie byś mi poleciła?
Jeżeli chodzi o takie z opowiadaniem to jeszcze nie dawno były trzy: Tylko my sami możemy pozwolić szczęściu wkroczyć w nasze życie Anabell Fray oraz dwa autorstwa Mαяу Jαηє, czyli Written In The Stars i Naughty boy and cute girl.
Kilka innych to analizatornie PLUS, NAKWa i Karny Kaktus.
9. Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki?
Nie mam. Słucham prawie wszystkiego co popadnie.
10. Jaką masz ulubioną piosenkę R5?
I tutaj wszystkich zaskoczę! Nie słucham R5! Po prostu wolę starsze piosenki takich zespołów jak Queen i Bon Jovi. A po lekcji historii także Saboton wchodzi w grę.
11. Jakie pary shippujesz?
Oczywiście Raura i Rikessa. Na pierwszym miejscu też Percabeth, a od niedawna całkiem ciekawa wydaje mi się para Dramione. Ale chyba każdy wie, że trzeba to napisać jak najlepiej i jak najbardziej realistycznie.
Tak! To już koniec pytań do mnie. Teraz ja zostanę katem i powymyślam kilka pytań dla osób, które nominuję. A są to:
- Verini Sensitive z blogiem raura-unlikely-story.blogspot.com
- Anabell Fray z blogiem my-life-will-be-my-fairytale.blogspot.com
Więcej autorek nie nominuję, bo innych blogów nie czytam.
A teraz czas na jedenaście pytań!
1. Jakie masz hobby?
2. Jaki jest Twój ulubiony sport?
3. Ulubiony pairing?
4. Jest bardzo dużo książek. Jaka jest Twoja ulubiona?
5. Co jest według Ciebie najważniejszym przedmiotem w Twoim życiu?
6. Co jest, według Ciebie, zupełnie niepotrzebne?
7. Co sądzisz o walentynkach?
8. Twoja ulubiona potrawa?
9. Co myślisz o chłopakach, którzy uważają, że są lepsi od dziewczyn?
10. Czy masz rodzeństwo?
11. Jak chciałabyś mieć na imię?
Zmęczenie daje się we znaki, więc kończę i serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników
Anais
sobota, 31 stycznia 2015
czwartek, 29 stycznia 2015
Rozdział 4
Wdech, wydech... Uspokój się Laura, pomyślałam.
Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Czułam w gardle wielką gulę, a żołądek skręcał mi się w najróżniejsze pozy.
Albert E. Donk, jak dowiedziała się Iris, był wysokim, czarnowłosym chłopakiem. Chudzielec rozejrzał się po boisku.
Podeszłam do niego. Spojrzał na mnie z wyższością, ale nie dałam mu się sprowokować.
- Cześć, jestem Laura - powiedziałam. Donk nie odpowiadał mi przez chwilę. Zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować, ale niepotrzebnie, bo już po chwili się przedstawił. Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam mu odważnie w twarz. Był przystojny, ale jego wygląd psuła długa blizna, która ciągnęła się przez lewy policzek.
- Masz do mnie jakąś sprawę? - zapytał. Speszyłam się, gdy uzmysłowił mi, że gapiłam się na niego od dłuższego czasu.
- Tak sobie pomyślałam, że może masz dzisiaj czas?
- Dzisiaj nie, ale w sobotę... - odpowiedział wymijająco. Zastanowiłam się przez chwilę.
- Sobota... Jest ok. Spotkajmy się przed fontanną koło domku dla Juniorów - stwierdziłam. Wymieniliśmy między sobą uśmiechy i wróciłam do Rossa i Iris.
- Jak poszło? - zapytała podekscytowana dziewczyna.
- Pojutrze mamy się spotkać.
- Popatrzyłaś mu w oczy?
Spojrzałam na Rossa zdenerwowana. On zupełnie nie ma taktu!
- Oczywiście, po raz pierwszy rozmawialiśmy, a ja nic tylko skupiałam się na oczach!
Iris trzepnęła Lyncha w tył głowy.
- Jesteś głupi - przyznała.
- To nie moja wina, że zamiast pomagać, ty umawiasz się z wrogiem na randki - stwierdził oburzony chłopak. Powoli miałam go dosyć. Pierwsze, dobre wrażenie teraz zdawało się wyparować, bo blondyn zachowywał się zupełnie inaczej.
- To nie jest randka. To jest spotkanie znajomych, a ja mam zdobyć jego zaufanie.
- Zaraz, była mowa tylko o spojrzeniu mu w oczy!
- Posłuchaj, Ross - zaczęła Iris. - Według mnie będzie lepiej, kiedy Laura stanie się kimś ważnym dla Alberta. Musisz być blisko przyjaciół, ale jeszcze bliżej wrogów.
Ross spojrzał na mnie, na Iris i na Juniorów w okolicy. Był zdenerwowany.
- Jeden raz wam odpuściłem, ale teraz nie dam rady - powiedział.
- Dobrze wiemy, że żartujesz - zaśmiałam się.
Ale Lynch nie żartował. Odwrócił się od nas i do końca zajęć, spędzał czas w towarzystwie innych Juniorów.
Gdy wszyscy mieliśmy iść na lekcje, tym razem psychologiczne, podeszłam do niego. Sama, bo Iris odmówiła jakichkolwiek przymierzy z blondynkiem. Chłopak siedział przed salą. Chciałam dojść z nim do porozumienie, jednak on ciągle to utrudniał. W końcu skapitulowałam i weszłam do klasy. Pół godziny teorii nie minęło szybko, więc cieszyłam się, kiedy jeden z nauczycieli w Awnas powiedział, że już mamy wolne. Marzyłam o zamknięciu się w pokoju i nie wpuszczaniu tam nikogo, chociaż dobrze wiedziałam, że mieszka tam też Isia.
Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Czułam w gardle wielką gulę, a żołądek skręcał mi się w najróżniejsze pozy.
Albert E. Donk, jak dowiedziała się Iris, był wysokim, czarnowłosym chłopakiem. Chudzielec rozejrzał się po boisku.
Podeszłam do niego. Spojrzał na mnie z wyższością, ale nie dałam mu się sprowokować.
- Cześć, jestem Laura - powiedziałam. Donk nie odpowiadał mi przez chwilę. Zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować, ale niepotrzebnie, bo już po chwili się przedstawił. Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam mu odważnie w twarz. Był przystojny, ale jego wygląd psuła długa blizna, która ciągnęła się przez lewy policzek.
- Masz do mnie jakąś sprawę? - zapytał. Speszyłam się, gdy uzmysłowił mi, że gapiłam się na niego od dłuższego czasu.
- Tak sobie pomyślałam, że może masz dzisiaj czas?
- Dzisiaj nie, ale w sobotę... - odpowiedział wymijająco. Zastanowiłam się przez chwilę.
- Sobota... Jest ok. Spotkajmy się przed fontanną koło domku dla Juniorów - stwierdziłam. Wymieniliśmy między sobą uśmiechy i wróciłam do Rossa i Iris.
- Jak poszło? - zapytała podekscytowana dziewczyna.
- Pojutrze mamy się spotkać.
- Popatrzyłaś mu w oczy?
Spojrzałam na Rossa zdenerwowana. On zupełnie nie ma taktu!
- Oczywiście, po raz pierwszy rozmawialiśmy, a ja nic tylko skupiałam się na oczach!
Iris trzepnęła Lyncha w tył głowy.
- Jesteś głupi - przyznała.
- To nie moja wina, że zamiast pomagać, ty umawiasz się z wrogiem na randki - stwierdził oburzony chłopak. Powoli miałam go dosyć. Pierwsze, dobre wrażenie teraz zdawało się wyparować, bo blondyn zachowywał się zupełnie inaczej.
- To nie jest randka. To jest spotkanie znajomych, a ja mam zdobyć jego zaufanie.
- Zaraz, była mowa tylko o spojrzeniu mu w oczy!
- Posłuchaj, Ross - zaczęła Iris. - Według mnie będzie lepiej, kiedy Laura stanie się kimś ważnym dla Alberta. Musisz być blisko przyjaciół, ale jeszcze bliżej wrogów.
Ross spojrzał na mnie, na Iris i na Juniorów w okolicy. Był zdenerwowany.
- Jeden raz wam odpuściłem, ale teraz nie dam rady - powiedział.
- Dobrze wiemy, że żartujesz - zaśmiałam się.
Ale Lynch nie żartował. Odwrócił się od nas i do końca zajęć, spędzał czas w towarzystwie innych Juniorów.
Gdy wszyscy mieliśmy iść na lekcje, tym razem psychologiczne, podeszłam do niego. Sama, bo Iris odmówiła jakichkolwiek przymierzy z blondynkiem. Chłopak siedział przed salą. Chciałam dojść z nim do porozumienie, jednak on ciągle to utrudniał. W końcu skapitulowałam i weszłam do klasy. Pół godziny teorii nie minęło szybko, więc cieszyłam się, kiedy jeden z nauczycieli w Awnas powiedział, że już mamy wolne. Marzyłam o zamknięciu się w pokoju i nie wpuszczaniu tam nikogo, chociaż dobrze wiedziałam, że mieszka tam też Isia.
- Puk, puk... - usłyszałam za drzwiami.
- Chcesz wejść akurat teraz? Błagam, daj mi spokój...
- Laura, nie dramatyzuj. Dobrze wiem, że potrzebna ci jest szczera rozmowa - stwierdziła Iris. Miała rację, ale tę szczerą rozmowę chciałam przeprowadzić albo z siostrą albo z mamą. Ale ich tu nie było, a wysyłanie listów nie mogło się równać ze spojrzeniem sobie prosto w oczy. Przez listy nikt cię nie przytuli...
Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Zawahałam się przez chwilę. W końcu to jej pokój... Przekręciłam klucz w zamku i wróciłam pod kołdrę.
- O przodkowie! Co ci jest? - krzyknęła Iris, gdy tylko weszła do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła obok mnie.
- Co się stało?
Nie odpowiedziałam, nie byłam w stanie. Po prostu przytuliłam się do niej. W pierwszym momencie zachowywała się tak, jakby nigdy w życiu nikt jej nie przytulił. Potem zauważyłam jak uśmiecha się lekko i zaplata swoje ręce w okół mnie. Tak bardzo brakowało mi czyjejś bliskości...
- Lau, co się stało? - zapytała. Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się psując jej przepiękną bluzkę. Właśnie tak nazywał mnie mój tata. Zanim zniknął. Iris zorientowała się, że nic nie może teraz zrobić. Przytuliła mnie jeszcze mocniej i podawała chusteczki. Może też tak kiedyś miała, więc teraz wiedziała czego mi potrzeba?
- Dlaczego on taki jest? - zapytałam, gdy się uspokoiłam. Iris spojrzała na mnie pytająco. - Chodzi mi o Rossa.
- Nie wiem... Może jest zły, że go nie słuchasz?
- Dobrze wiesz, że jego pomysły nie wypaliłyby. Lepiej dłużej poczekać, ale dowiedzieć się więcej.
Różowowłosa zamyśliła się. Ja też nie chciałam dorzucać czegoś nie na miejscu. Siedziałyśmy cicho.
- Może się o ciebie martwi? - zasugerowała dziewczyna. Spojrzałam na nią roześmiana.
- Nie sądzę... Gdybyś to była ty, zachowałby się tak samo.
~~*~~*~~
Witam po ponad tygodniowej przerwie! Rozleniwiłam się, prawda, ale rozdział piąty pojawi się szybciej. Zaczęłam już szósty rozdział, a w nim dużo się stanie.
Tradycyjnie podziękowania za sprawdzenie rozdziału dla Verini oraz za skomentowanie dla niej, ponczka54 i Karcii Lynch.
Pozdrawiam, Anais
wtorek, 20 stycznia 2015
Rozdział 3
Uderzyłam w coś. Głowa pękała mi przez magiczną podróż, ale otworzyłam oczy.
- Witamy w Awnas - tłum przede mną powiedział to niemal chórem. Pewnie zobaczyli, że żyję.
- Aaaaaaaaa! - usłyszałam nad sobą i poczułam ból w plecach. Ktoś ciężki przykrył mnie swoim ciałem, a teraz nie chce się ruszyć.
- Ja nie mogę oddychać - jęknęłam i dwóch Juniorów ze zbiegowiska podeszło do mnie. Z niemałym trudem, postawi go na nogi. Przywitałam powietrze z wielką radością.
- Gdzie ja jestem? - wystękał blondyn.
- Witaj, Śpiąca Królewno - powiedział rudowłosy Junior.
- Nie jestem kobietą - odparł Ross i zasnął.
~~*~~*~~
- Na prawdę został wskazany? - zapytała Iris. Siedziałyśmy w naszym pokoju, w budynku dla Juniorów.
Kiwnęłam głową i podrapałam się w ucho, do którego jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Urok dał o sobie znać i pod jego wpływem urosły wszystkim elfie uszy. Także nasza skóra i oczy się zmieniły. Byliśmy bledsi niż zwykle, a tęczówki i oczy się powiększyły. Było to dosyć męczące na początku, ale teraz jest już lepiej. W końcu spędziliśmy w Awnas kilka godzin.
- I ja mam wam pomóc? Tak powiedział pan Samael? - dopytywała się Iris.
- Dokładnie tak. Ty, Ross i ja. Mamy rozkminić tę całą historię z tym chłopakiem.
- Albert.
- Jaki Albert? - zapytałam i znowu podrapałam ucho.
- On ma na imię Albert. Tak go nazwali po tym jak przyszedł. I podobno jest mieszańcem. - szepnęła, jakby to była wielka tajemnica. I była, nikt nie chciał być mieszańcem wśród czystokrwistych.
- Skąd to wiesz?
- Wiadomo, plotki... Czytałam, że mieszańców można rozpoznać po zmniejszonych źrenicach w magicznej strefie.
- Musimy to sprawdzić - stwierdziłam.
- Masz rację, ale jak? - tym razem Iris podrapała się w ucho. - Jutro, po zajęciach, obgadamy to z Rossem.
Kiwnęłam głową i położyłam się na swoim łóżku. Było już po północy, a trening fizyczny zaczynał się o szóstej rano.
- Trzeba coś wykombinować. Dobranoc, Laura.
- Dobranoc - odpowiedziałam współlokatorce i zamknęłam oczy. Teraz na pewno nie zasnę. Przecież muszę coś wymyślić. Teraz.
~~*~~*~~
- Ja się nie zgadzam! - krzyknął Ross, wstając z łóżka Iris. Siedzieliśmy w naszym pokoju, tuż po skończonych zajęciach.
- Nie rozumiesz, że to jedyne wyjście? - zapytała dziewczyna. Blondyn zaczął chodzić w kółko.
- Ona ma racje. Tylko to możemy zrobić - powiedziałam.
- Żadna z was nie będzie udawała... - nie dokończył, bo mu przerwałam:
- Masz jakiś inny pomysł?
- Nie, ale...
- Czyli już mamy wszystko ustalone - stwierdziłam.
- Nie, Laura. Która z nas... - rozpoczęła Iris. Dobrze wiedziałam, że to ona chce, ale nie mogłam jej pozwolić. Isia musi wymyślić jak dowiedzieć się prawdy, więc to ja i Ross będziemy wykonywać tę "brudną" robotę.
- To chyba oczywiste - ja.
- Oszalałaś?! - wykrzyknął Ross. - Nie zrobicie tego! Ani ty, ani Iris!
- Ross, przypominam ci, że to był nasz pomysł. Jestem na tyle mądra, że nie będę się narażać.
- Mam nadzieję... Ale nie mogę ja udawać jego przyjaciela?
- Ross, przyjaciele nie są tak blisko. I psychicznie, i fizycznie - wytłumaczyła mu różowowłosa.
- To może być jedyne wyjście - dodałam. Chłopak spojrzał na nas niezdecydowany.
- Niech wam będzie - powiedział i wyszedł z pokoju.
- Tak!
~~*~~*~~
- Myślisz, że mogę ubrać te spodnie? - zapytałam Iris.
- Laura, to umowny strój na trening. Poza tym, nie możesz być nachalna.
- Ja wiem Isia, ale jak coś się nie uda? - jęknęłam. Iris podeszła do mnie i powiedziała:
- Jesteś śliczna i mądra. Na pewno ci się uda. A jeśli nie to wyślemy Rossa albo mnie.
- Nie sądzę... Może być bardziej podejrzliwy.
- Kto? - zapytała dziewczyna.
- Ten Albert.
- Masz rację... - zawiesiła się. - Ale czemu mamy się tym martwić teraz? Ubieraj się i idziemy na boisko.
Spojrzałam na magiczny zegar. Rzeczywiście pora treningu zbliżała się wielkimi krokami.
Szybko założyłam ciuchy i sportowe buty wzmacniane magią.
- Iris! - zawołałam dziewczynę. Ta, w kompletnym nieładzie, wiązała teraz włosy.
- Nie patrz się tak na mnie. Jakoś to przeżyję - stwierdziła. Weszłyśmy na korytarz, na którym spacerowało kilku Juniorów. Podszedł do nas rudowłosy chłopak. Ten, który ściągnął ze mnie Rossa.
- Hej, nie widziałyście Śpiącej Królewny? Wczoraj wrócił do pokoju naburmuszony, a dzisiaj rano zniknął jak nocny kiew na słońcu.
- Według mnie uciekł na stołówkę - powiedziała Iris. Spojrzałam na nią.
- To prawda, kiedyś mówił, że jak jest zły to je - dodałam. Rudowłosy popatrzył na nas zaniepokojony.
- On się nażre na śmierć! - krzyknął i pobiegł w stronę stołówki.
~~*~~*~~
- Dasz radę, Laura? - zapytała Iris, kładąc mi rękę na ramieniu.
- Nie wierzysz we mnie? - zaśmiałam się. Ross, dalej obrażony, spojrzał na mnie.
- Ja tam nie wierzę w powodzenie tej całej "misji" - powiedział.
- Wiesz co powiedziała rada, byłeś przy tym. Za wszelką cenę mamy się czegoś o nim dowiedzieć.
- A oni nie mogliby sprawdzić? - spytał naburmuszony, że się z nim nie zgadzamy.
- Nie mogą wejść do Awnas, a spis robią po szkoleniu - wytłumaczyła Iris.
- I są starzy i leniwi, więc nie daliby sobie rady - powiedział Ross.
- Dobrze wiesz, że to nie tak wygląda - przypomniałam.
- Laura - różowowłosa pociągnęła mnie za rękaw - już wszedł.
Wzięłam głęboki wdech.
- Trzymajcie kciuki.
~~*~~*~~
Tytuł Najgłupszej Osoby na Świecie definitywnie trafia do Anais!
Nie wierzę jak mogłam być tak, em... nieinteligentna, że skopiowałam drugi rozdział po raz drugi!
Ok, uspokój się, Anais... Wdech, wydech...
Przed Wami (albo za Wami, zależy w jakiej kolejności czytacie) TRZECI rozdział.
Tym razem bez podziękowań, ale wiadomo dla kogo są. Jeśli nie to napiszcie i dodam osobną notkę.
Zabieram się za kończenie czwartego rozdziału, w którym dowiecie się, mniej więcej, o jaki "plan" chodzi.
Pozdrawiam, Anais - głupia jak but
- Witamy w Awnas - tłum przede mną powiedział to niemal chórem. Pewnie zobaczyli, że żyję.
- Aaaaaaaaa! - usłyszałam nad sobą i poczułam ból w plecach. Ktoś ciężki przykrył mnie swoim ciałem, a teraz nie chce się ruszyć.
- Ja nie mogę oddychać - jęknęłam i dwóch Juniorów ze zbiegowiska podeszło do mnie. Z niemałym trudem, postawi go na nogi. Przywitałam powietrze z wielką radością.
- Gdzie ja jestem? - wystękał blondyn.
- Witaj, Śpiąca Królewno - powiedział rudowłosy Junior.
- Nie jestem kobietą - odparł Ross i zasnął.
~~*~~*~~
- Na prawdę został wskazany? - zapytała Iris. Siedziałyśmy w naszym pokoju, w budynku dla Juniorów.
Kiwnęłam głową i podrapałam się w ucho, do którego jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Urok dał o sobie znać i pod jego wpływem urosły wszystkim elfie uszy. Także nasza skóra i oczy się zmieniły. Byliśmy bledsi niż zwykle, a tęczówki i oczy się powiększyły. Było to dosyć męczące na początku, ale teraz jest już lepiej. W końcu spędziliśmy w Awnas kilka godzin.
- I ja mam wam pomóc? Tak powiedział pan Samael? - dopytywała się Iris.
- Dokładnie tak. Ty, Ross i ja. Mamy rozkminić tę całą historię z tym chłopakiem.
- Albert.
- Jaki Albert? - zapytałam i znowu podrapałam ucho.
- On ma na imię Albert. Tak go nazwali po tym jak przyszedł. I podobno jest mieszańcem. - szepnęła, jakby to była wielka tajemnica. I była, nikt nie chciał być mieszańcem wśród czystokrwistych.
- Skąd to wiesz?
- Wiadomo, plotki... Czytałam, że mieszańców można rozpoznać po zmniejszonych źrenicach w magicznej strefie.
- Musimy to sprawdzić - stwierdziłam.
- Masz rację, ale jak? - tym razem Iris podrapała się w ucho. - Jutro, po zajęciach, obgadamy to z Rossem.
Kiwnęłam głową i położyłam się na swoim łóżku. Było już po północy, a trening fizyczny zaczynał się o szóstej rano.
- Trzeba coś wykombinować. Dobranoc, Laura.
- Dobranoc - odpowiedziałam współlokatorce i zamknęłam oczy. Teraz na pewno nie zasnę. Przecież muszę coś wymyślić. Teraz.
~~*~~*~~
- Ja się nie zgadzam! - krzyknął Ross, wstając z łóżka Iris. Siedzieliśmy w naszym pokoju, tuż po skończonych zajęciach.
- Nie rozumiesz, że to jedyne wyjście? - zapytała dziewczyna. Blondyn zaczął chodzić w kółko.
- Ona ma racje. Tylko to możemy zrobić - powiedziałam.
- Żadna z was nie będzie udawała... - nie dokończył, bo mu przerwałam:
- Masz jakiś inny pomysł?
- Nie, ale...
- Czyli już mamy wszystko ustalone - stwierdziłam.
- Nie, Laura. Która z nas... - rozpoczęła Iris. Dobrze wiedziałam, że to ona chce, ale nie mogłam jej pozwolić. Isia musi wymyślić jak dowiedzieć się prawdy, więc to ja i Ross będziemy wykonywać tę "brudną" robotę.
- To chyba oczywiste - ja.
- Oszalałaś?! - wykrzyknął Ross. - Nie zrobicie tego! Ani ty, ani Iris!
- Ross, przypominam ci, że to był nasz pomysł. Jestem na tyle mądra, że nie będę się narażać.
- Mam nadzieję... Ale nie mogę ja udawać jego przyjaciela?
- Ross, przyjaciele nie są tak blisko. I psychicznie, i fizycznie - wytłumaczyła mu różowowłosa.
- To może być jedyne wyjście - dodałam. Chłopak spojrzał na nas niezdecydowany.
- Niech wam będzie - powiedział i wyszedł z pokoju.
- Tak!
~~*~~*~~
- Myślisz, że mogę ubrać te spodnie? - zapytałam Iris.
- Laura, to umowny strój na trening. Poza tym, nie możesz być nachalna.
- Ja wiem Isia, ale jak coś się nie uda? - jęknęłam. Iris podeszła do mnie i powiedziała:
- Jesteś śliczna i mądra. Na pewno ci się uda. A jeśli nie to wyślemy Rossa albo mnie.
- Nie sądzę... Może być bardziej podejrzliwy.
- Kto? - zapytała dziewczyna.
- Ten Albert.
- Masz rację... - zawiesiła się. - Ale czemu mamy się tym martwić teraz? Ubieraj się i idziemy na boisko.
Spojrzałam na magiczny zegar. Rzeczywiście pora treningu zbliżała się wielkimi krokami.
Szybko założyłam ciuchy i sportowe buty wzmacniane magią.
- Iris! - zawołałam dziewczynę. Ta, w kompletnym nieładzie, wiązała teraz włosy.
- Nie patrz się tak na mnie. Jakoś to przeżyję - stwierdziła. Weszłyśmy na korytarz, na którym spacerowało kilku Juniorów. Podszedł do nas rudowłosy chłopak. Ten, który ściągnął ze mnie Rossa.
- Hej, nie widziałyście Śpiącej Królewny? Wczoraj wrócił do pokoju naburmuszony, a dzisiaj rano zniknął jak nocny kiew na słońcu.
- Według mnie uciekł na stołówkę - powiedziała Iris. Spojrzałam na nią.
- To prawda, kiedyś mówił, że jak jest zły to je - dodałam. Rudowłosy popatrzył na nas zaniepokojony.
- On się nażre na śmierć! - krzyknął i pobiegł w stronę stołówki.
~~*~~*~~
- Dasz radę, Laura? - zapytała Iris, kładąc mi rękę na ramieniu.
- Nie wierzysz we mnie? - zaśmiałam się. Ross, dalej obrażony, spojrzał na mnie.
- Ja tam nie wierzę w powodzenie tej całej "misji" - powiedział.
- Wiesz co powiedziała rada, byłeś przy tym. Za wszelką cenę mamy się czegoś o nim dowiedzieć.
- A oni nie mogliby sprawdzić? - spytał naburmuszony, że się z nim nie zgadzamy.
- Nie mogą wejść do Awnas, a spis robią po szkoleniu - wytłumaczyła Iris.
- I są starzy i leniwi, więc nie daliby sobie rady - powiedział Ross.
- Dobrze wiesz, że to nie tak wygląda - przypomniałam.
- Laura - różowowłosa pociągnęła mnie za rękaw - już wszedł.
Wzięłam głęboki wdech.
- Trzymajcie kciuki.
~~*~~*~~
Tytuł Najgłupszej Osoby na Świecie definitywnie trafia do Anais!
Nie wierzę jak mogłam być tak, em... nieinteligentna, że skopiowałam drugi rozdział po raz drugi!
Ok, uspokój się, Anais... Wdech, wydech...
Przed Wami (albo za Wami, zależy w jakiej kolejności czytacie) TRZECI rozdział.
Tym razem bez podziękowań, ale wiadomo dla kogo są. Jeśli nie to napiszcie i dodam osobną notkę.
Zabieram się za kończenie czwartego rozdziału, w którym dowiecie się, mniej więcej, o jaki "plan" chodzi.
Pozdrawiam, Anais - głupia jak but
piątek, 16 stycznia 2015
Rozdział 2
- Iris, rada zezwala ci na wejście do Awnas - powiedział pan Samael. Iris stanęła przy ciemnej wyrwie w ścianie. Jeden z członków rady kiwnął głową i urok otworzył przejście do Awnas. Różnokolorowy wir wciągnął dziewczynę. Za każdym razem trzeba było robić to od nowa, więc znudzony Ross, który stał obok mnie, co chwilę ziewał.
- Albercie, rada zezwala ci na wejście do Awnas.
Wysoki, chudy chłopak z czarnymi włosami stanął przed ścianką. Rada otworzyła wejście, a Albert wszedł w Chaos. Z chwilą, gdy przekroczył granicę między światem ludzi, a magicznym, wir stał się czarny. Rada musiała zareagować, ale nie mogli. Żaden z członków nie może wejść do Awnas w czasie szkolenia. Podobno sam Kodeks tego zabronił!
Gdy wir się zamknął, zszokowany pan Samael nakazał ciszę. Zostało jeszcze wielu Juniorów, a elfy na nich czekały.
Przywołał do siebie jednego z Uznanych, który oglądał rytuał. Chłopak miał wysłać wiadomość do Awnas i przekazać, że do magicznej strefy wdarł się ktoś kogo wskazali sami przodkowie jako kogoś specjalnego.
Rada zwołała tej nocy wyjątkowe zebranie. W końcu, po ponad godzinie, jeden z członków rady przyszedł do salonu, w którym siedziałam z resztą Juniorów i Uznanymi. Vanessa wyglądała na zmartwioną. Podobno jeszcze nigdy nie zdarzyło się wskazanie przez przodków.
- Lauro i Rossie, wejdźcie do sali rady - powiedział starszy mężczyzna, a gdy wstaliśmy, poprowadził nas pod ciemne drzwi.
Mężczyzna otworzył je i wpuścił nas do środka. Stanęliśmy jak dwie czarne owce, a cała rada patrzyła na nas wyczekująco. Trzęsłam się z powodu strachu.
- Nie stójcie tak, usiądźcie - powiedziała jedna ze Starszyzny. Niepewnie podeszliśmy do dwóch wolnych krzeseł i usiedliśmy przy wielkim stole.
- Moi drodzy, myślę, że tylko wy i panna Iris Caroll możecie nam pomóc - stwierdził pan Samael.
- Przecież jesteśmy tylko Juniorami - stwierdził Ross, a staruszek, wbrew temu co myślałam, zaśmiał się ciepłym głosem.
- Mój drogi chłopcze, jesteście aż Juniorami! My, jako rada, nie możemy wejść do Awnas w trakcie szkolenia. Gdybyśmy wysłali za tym chłopakiem Uznanych nie mogliby tak długo z nim przebywać.
- W takim razie, dlaczego my? - zapytałam.
- Panno Lauro, przodkowie szepczą, że tylko wy nie rozmawialiście ze wskazanym. Jeżeli nie miałby dobrych intencji, jesteście wykluczeni z grona spiskowców. A poza tym, panna Caroll szybko się wszystkiego nauczy, gdy ma tak otwarty umysł na Urok. - wytłumaczył Samael.
Przez kolejne pół godziny rada tłumaczyła nam na co mamy uważać w magicznej strefie.
Potem wróciliśmy do pokoju, w którym czekali Juniorzy i Uznani.
Kolejni nastolatkowie wchodzili do Awnas, a my nadal czekaliśmy. Znudzony Ross nie zwracał uwagi na zebranych i w połowie rytuału zasnął na kanapie. Wreszcie zostaliśmy sami. Zdenerwowany członek rady przywołał do siebie wiadro i wylał na śpiącego blondyna wodę.
Wściekły chłopak pewnie myślał, że to jakiś żartowniś i chciał się rzucić na starszego, ale w ostatniej chwili Samael pstryknął palcami i Ross skamieniał. Dosłownie. Przede mną stał kamienny posąg chłopaka.
- Miejmy nadzieję, że żądza mordu w tym chłopaku wygasła i kiedy go odczarujemy nie będzie chciał mnie zabić - zaśmiał się najstarszy, choć każdy w sali wiedział, że to nie jest pora na żarty. Sprawa była zbyt poważna, a my, przez zebranie, mieliśmy poważne opóźnienie.
Pan Samael pstryknął, a Ross spadł na podłogę z głośnym hukiem. Mężczyzna, który go obudził śmiał się dosyć głośno.
Pomogłam Lynchowi wstać, a on wytrzepał z włosów trochę kamieni.
- Pamiętajcie wysyłać nam listy o waszym małym zadaniu - przypomniała drobna kobieta.
Stanęłam przed wyrwą w ścianie.
- Lauro, rada zezwala ci na wejście do Awnas.
Przede mną pojawił się kolorowy wir. Przymknęłam oczy, zrobiłam krok wprzód i weszłam w tunel.
~~*~~*~~
Rozdział drugi gotowy do czytania, a następny też już jest. Jak znam życie skończenie czwartego trochę mi zajmie, ale chcę go dopracować, bo wtedy poznacie role Alberta, Laury, Iris i Rossa.
Powiem jedno - nie ocenia się książki po okładce, więc kilkoro z bohaterów wcale nie są tacy, na jakich wyglądają.
Kolejne podziękowania. Najpierw Verini, która, chyba, przez cały blog będzie usuwać te przeklęte powtórzenia.
Dziękuję też Żelowemu Misiowi, Karci Lynch, ponczkowi54 i znowu Verini.
Mam nadzieję, że historia choć trochę Wam się podoba i gdzieś, w bardzo głębokiej głębi, jesteście ciekawi co dalej.
Pozdrawiam, Anais
- Albercie, rada zezwala ci na wejście do Awnas.
Wysoki, chudy chłopak z czarnymi włosami stanął przed ścianką. Rada otworzyła wejście, a Albert wszedł w Chaos. Z chwilą, gdy przekroczył granicę między światem ludzi, a magicznym, wir stał się czarny. Rada musiała zareagować, ale nie mogli. Żaden z członków nie może wejść do Awnas w czasie szkolenia. Podobno sam Kodeks tego zabronił!
Gdy wir się zamknął, zszokowany pan Samael nakazał ciszę. Zostało jeszcze wielu Juniorów, a elfy na nich czekały.
Przywołał do siebie jednego z Uznanych, który oglądał rytuał. Chłopak miał wysłać wiadomość do Awnas i przekazać, że do magicznej strefy wdarł się ktoś kogo wskazali sami przodkowie jako kogoś specjalnego.
Rada zwołała tej nocy wyjątkowe zebranie. W końcu, po ponad godzinie, jeden z członków rady przyszedł do salonu, w którym siedziałam z resztą Juniorów i Uznanymi. Vanessa wyglądała na zmartwioną. Podobno jeszcze nigdy nie zdarzyło się wskazanie przez przodków.
- Lauro i Rossie, wejdźcie do sali rady - powiedział starszy mężczyzna, a gdy wstaliśmy, poprowadził nas pod ciemne drzwi.
Mężczyzna otworzył je i wpuścił nas do środka. Stanęliśmy jak dwie czarne owce, a cała rada patrzyła na nas wyczekująco. Trzęsłam się z powodu strachu.
- Nie stójcie tak, usiądźcie - powiedziała jedna ze Starszyzny. Niepewnie podeszliśmy do dwóch wolnych krzeseł i usiedliśmy przy wielkim stole.
- Moi drodzy, myślę, że tylko wy i panna Iris Caroll możecie nam pomóc - stwierdził pan Samael.
- Przecież jesteśmy tylko Juniorami - stwierdził Ross, a staruszek, wbrew temu co myślałam, zaśmiał się ciepłym głosem.
- Mój drogi chłopcze, jesteście aż Juniorami! My, jako rada, nie możemy wejść do Awnas w trakcie szkolenia. Gdybyśmy wysłali za tym chłopakiem Uznanych nie mogliby tak długo z nim przebywać.
- W takim razie, dlaczego my? - zapytałam.
- Panno Lauro, przodkowie szepczą, że tylko wy nie rozmawialiście ze wskazanym. Jeżeli nie miałby dobrych intencji, jesteście wykluczeni z grona spiskowców. A poza tym, panna Caroll szybko się wszystkiego nauczy, gdy ma tak otwarty umysł na Urok. - wytłumaczył Samael.
Przez kolejne pół godziny rada tłumaczyła nam na co mamy uważać w magicznej strefie.
Potem wróciliśmy do pokoju, w którym czekali Juniorzy i Uznani.
Kolejni nastolatkowie wchodzili do Awnas, a my nadal czekaliśmy. Znudzony Ross nie zwracał uwagi na zebranych i w połowie rytuału zasnął na kanapie. Wreszcie zostaliśmy sami. Zdenerwowany członek rady przywołał do siebie wiadro i wylał na śpiącego blondyna wodę.
Wściekły chłopak pewnie myślał, że to jakiś żartowniś i chciał się rzucić na starszego, ale w ostatniej chwili Samael pstryknął palcami i Ross skamieniał. Dosłownie. Przede mną stał kamienny posąg chłopaka.
- Miejmy nadzieję, że żądza mordu w tym chłopaku wygasła i kiedy go odczarujemy nie będzie chciał mnie zabić - zaśmiał się najstarszy, choć każdy w sali wiedział, że to nie jest pora na żarty. Sprawa była zbyt poważna, a my, przez zebranie, mieliśmy poważne opóźnienie.
Pan Samael pstryknął, a Ross spadł na podłogę z głośnym hukiem. Mężczyzna, który go obudził śmiał się dosyć głośno.
Pomogłam Lynchowi wstać, a on wytrzepał z włosów trochę kamieni.
- Pamiętajcie wysyłać nam listy o waszym małym zadaniu - przypomniała drobna kobieta.
Stanęłam przed wyrwą w ścianie.
- Lauro, rada zezwala ci na wejście do Awnas.
Przede mną pojawił się kolorowy wir. Przymknęłam oczy, zrobiłam krok wprzód i weszłam w tunel.
~~*~~*~~
Rozdział drugi gotowy do czytania, a następny też już jest. Jak znam życie skończenie czwartego trochę mi zajmie, ale chcę go dopracować, bo wtedy poznacie role Alberta, Laury, Iris i Rossa.
Powiem jedno - nie ocenia się książki po okładce, więc kilkoro z bohaterów wcale nie są tacy, na jakich wyglądają.
Kolejne podziękowania. Najpierw Verini, która, chyba, przez cały blog będzie usuwać te przeklęte powtórzenia.
Dziękuję też Żelowemu Misiowi, Karci Lynch, ponczkowi54 i znowu Verini.
Mam nadzieję, że historia choć trochę Wam się podoba i gdzieś, w bardzo głębokiej głębi, jesteście ciekawi co dalej.
Pozdrawiam, Anais
sobota, 10 stycznia 2015
Rozdział 1
Uśmiechnęłam się do mężczyzny i ruszyłam w stronę pokoju Juniorów.
Dobrze wiedziałam, gdzie to jest, ponieważ hałas, który powodowali niósł się po całym budynku. Podeszłam do ciemnobrązowych drzwi i delikatnie je pchnęłam.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jasna kanapa i tego samego koloru fotele, na których siedziało kilku Juniorów, idealnie kontrastowały z ciemnoczerwoną farbą. Spojrzałam na ścianę naprzeciwko, na której wisiały obrazy.
Wysoka, różowowłosa dziewczyna przyglądała się im co chwilę wzdychając. Ruszyłam w jej stronę, a gdy znalazłam się obok, zapytałam:
- Ładne obrazy... Wiesz coś o nich?
Spojrzałam na nią, a ona jeszcze uważniej przyglądała się szkicom.
- Rodzice mi o nich opowiadali. Podobno jeden rysunek na tej ścianie odpowiada jednemu aktowi Kodeksu. Na przykład ten tutaj - wskazała na kolorowy obrazek przedstawiający gęstą puszczę oraz kilka osób. - Przedstawia pierwszy akt - Stworzenie. Według legendy, z ludzi, którzy kochali naturę wywodzi się nasza rasa. To pierwsze elfy tworzące Awnas. Nie mogę się doczekać, aż będę mogła tam wejść...
- Siostra i mama opowiadały mi, że Urok jest tam na pierwszym miejscu. Nic nie ma prawa go zakłócić - dorzuciłam.
Różowowłosa spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
- Widzę, że interesuje cię historia. Chciałam pogadać z innymi Juniorami, ale oni nic nie wiedzą... Ty jesteś inna.
- Tak samo jak ty - zauważyłam.
- Niby tak, ale u mnie w rodzinie jest jeden z członków rady. Kiedyś pozwolił mi nawet użyć Uroku! Dobrze wiedział, że to wbrew przepisom... Ale to od tamtej pory zaczęłam się interesować naszą historią. Miałam może kilka lat...
- Ostatnio siostra z mamą zaczęły mnie przygotowywać do zostania Juniorem...
- A tata? - przerwała mi dziewczyna.
- Tata jest w Awnas. - skończyłam. Różowowłosa nie ciągnęła dalej tematu. Widziała, że jest to dla mnie trudne. I było... Tata wyjechał niedawno, ale od tamtej pory nie wiadomo co się z nim dzieje. Mama z Vanessą kilka razy wchodziły do magicznej sfery, ale nikt nie umiał określić się czy mój ojciec chociaż zbliżał się do Awnas.
- Jestem Iris - przerwała krępującą ciszę.
- Laura - odpowiedziałam.
- Drodzy Juniorzy! - w salonie natychmiast zrobiło się cicho. Odwróciłyśmy się z Iris w stronę, z której pochodził donośny głos. Obok drzwi stał niski starzec. - Nazywam się Samael. Jestem głównym członkiem rady. Jesteśmy tu już prawie wszyscy. Brakuje nam tylko jednego Juniora z najmłodszym, uznanym członkiem rodziny.
- Już jesteśmy! - krzyknął ktoś z korytarza i do środka wbiegł chłopak w czarnej pelerynie.
- Panie Samaelu, myślę, że powinien pan postąpić zgodnie z tradycją - szepnął członek rady, ale na tyle głośno, że wszyscy go usłyszeli. Staruszek przywołał do siebie gestem dłoni chłopaka i ściągnął mu pelerynę i chustę szybkim ruchem.
- Rossie Lynchu, stań wśród Juniorów - powiedział pan Samael. Chłopak nazwany Rossem kiwnął głową i obrócił się wokół, szukając idealnego miejsca. Zrozumiałe było, że spojrzy też na mnie i na Iris, ale to, że stanie przy nas byłoby cudem. A jednak, jego wzrok spoczął na nas i blondyn z lekkim uśmiechem przystanął tuż obok. Spojrzał za siebie, jakby podziwiał obrazy i sprawiał wrażenie, że nikogo nie słucha.
Pan Samael odchrząknął i zaczął mówić:
- Od tysięcy lat, odkąd powstała Przystań i Awnas, osiemnastolatkowie spotykają się z radą w ostatni dzień roku. Wyruszą do magicznej strefy na trzy miesiące, aby kształcić swoją moc. Jeżeli rada uzna was za godnych panowania nad Urokiem to dostaniecie miano Uznanych. Ale to zależy tylko od was... Pożegnajcie się z towarzyszami. Wszyscy są w sali rady - skończył i Juniorzy pobiegli do odpowiedniego pokoju. W salonie zostaliśmy tylko ja, Iris i Ross.
- Czyli ty jesteś Ross... Ładnie to tak się spóźniać? - zapytała Iris.
- Ja po prostu chciałem, żeby wszyscy wiedzieli jak mam na imię - zaśmiał się chłopak, różowowłosa pokręciła głową z lekkim uśmieszkiem i wyszła z pokoju. Zostałam sama z Rossem.
- Dlaczego podszedłeś do nas? - zapytałam znienacka. Ross po raz kolejny się zaśmiał.
- Wyglądałyście na mądrzejsze niż inni - powiedział i wyszedł. To będą ciekawe trzy miesiące...
~~*~~*~~
Witam w pierwszym rozdziale Tajemnic Awnas! Na razie krótko, są to drobne wprowadzenia. Chcę Wam trochę przybliżyć tradycje elfów, ich otoczenie. Jest to trudne, bo cała magiczna strefa jest w mojej głowie i trochę trudno pisać o czymś co jest dla mnie oczywiste.
Znowu dziękuję Verini za drobną korektę.
Dziękuję też tym, którzy skomentowali prolog, czyli: Verini Sensitive, Żelowemu Misiowi i ponczkowi54.
Za chwilę stworzę stronę z pytaniami, na której będę odpowiadać Wam to co Was może nurtować. W tym wszystkim może być nawet to, który z Lynchów przyszedł z Rossem do budynku rady. Chociaż po chwili zastanowienia jest to oczywiste.
Proszę Was o szczere komentarze, które na pewno pomogą mi coś poprawić.
Dobrze wiedziałam, gdzie to jest, ponieważ hałas, który powodowali niósł się po całym budynku. Podeszłam do ciemnobrązowych drzwi i delikatnie je pchnęłam.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jasna kanapa i tego samego koloru fotele, na których siedziało kilku Juniorów, idealnie kontrastowały z ciemnoczerwoną farbą. Spojrzałam na ścianę naprzeciwko, na której wisiały obrazy.
Wysoka, różowowłosa dziewczyna przyglądała się im co chwilę wzdychając. Ruszyłam w jej stronę, a gdy znalazłam się obok, zapytałam:
- Ładne obrazy... Wiesz coś o nich?
Spojrzałam na nią, a ona jeszcze uważniej przyglądała się szkicom.
- Rodzice mi o nich opowiadali. Podobno jeden rysunek na tej ścianie odpowiada jednemu aktowi Kodeksu. Na przykład ten tutaj - wskazała na kolorowy obrazek przedstawiający gęstą puszczę oraz kilka osób. - Przedstawia pierwszy akt - Stworzenie. Według legendy, z ludzi, którzy kochali naturę wywodzi się nasza rasa. To pierwsze elfy tworzące Awnas. Nie mogę się doczekać, aż będę mogła tam wejść...
- Siostra i mama opowiadały mi, że Urok jest tam na pierwszym miejscu. Nic nie ma prawa go zakłócić - dorzuciłam.
Różowowłosa spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
- Widzę, że interesuje cię historia. Chciałam pogadać z innymi Juniorami, ale oni nic nie wiedzą... Ty jesteś inna.
- Tak samo jak ty - zauważyłam.
- Niby tak, ale u mnie w rodzinie jest jeden z członków rady. Kiedyś pozwolił mi nawet użyć Uroku! Dobrze wiedział, że to wbrew przepisom... Ale to od tamtej pory zaczęłam się interesować naszą historią. Miałam może kilka lat...
- Ostatnio siostra z mamą zaczęły mnie przygotowywać do zostania Juniorem...
- A tata? - przerwała mi dziewczyna.
- Tata jest w Awnas. - skończyłam. Różowowłosa nie ciągnęła dalej tematu. Widziała, że jest to dla mnie trudne. I było... Tata wyjechał niedawno, ale od tamtej pory nie wiadomo co się z nim dzieje. Mama z Vanessą kilka razy wchodziły do magicznej sfery, ale nikt nie umiał określić się czy mój ojciec chociaż zbliżał się do Awnas.
- Jestem Iris - przerwała krępującą ciszę.
- Laura - odpowiedziałam.
- Drodzy Juniorzy! - w salonie natychmiast zrobiło się cicho. Odwróciłyśmy się z Iris w stronę, z której pochodził donośny głos. Obok drzwi stał niski starzec. - Nazywam się Samael. Jestem głównym członkiem rady. Jesteśmy tu już prawie wszyscy. Brakuje nam tylko jednego Juniora z najmłodszym, uznanym członkiem rodziny.
- Już jesteśmy! - krzyknął ktoś z korytarza i do środka wbiegł chłopak w czarnej pelerynie.
- Panie Samaelu, myślę, że powinien pan postąpić zgodnie z tradycją - szepnął członek rady, ale na tyle głośno, że wszyscy go usłyszeli. Staruszek przywołał do siebie gestem dłoni chłopaka i ściągnął mu pelerynę i chustę szybkim ruchem.
- Rossie Lynchu, stań wśród Juniorów - powiedział pan Samael. Chłopak nazwany Rossem kiwnął głową i obrócił się wokół, szukając idealnego miejsca. Zrozumiałe było, że spojrzy też na mnie i na Iris, ale to, że stanie przy nas byłoby cudem. A jednak, jego wzrok spoczął na nas i blondyn z lekkim uśmiechem przystanął tuż obok. Spojrzał za siebie, jakby podziwiał obrazy i sprawiał wrażenie, że nikogo nie słucha.
Pan Samael odchrząknął i zaczął mówić:
- Od tysięcy lat, odkąd powstała Przystań i Awnas, osiemnastolatkowie spotykają się z radą w ostatni dzień roku. Wyruszą do magicznej strefy na trzy miesiące, aby kształcić swoją moc. Jeżeli rada uzna was za godnych panowania nad Urokiem to dostaniecie miano Uznanych. Ale to zależy tylko od was... Pożegnajcie się z towarzyszami. Wszyscy są w sali rady - skończył i Juniorzy pobiegli do odpowiedniego pokoju. W salonie zostaliśmy tylko ja, Iris i Ross.
- Czyli ty jesteś Ross... Ładnie to tak się spóźniać? - zapytała Iris.
- Ja po prostu chciałem, żeby wszyscy wiedzieli jak mam na imię - zaśmiał się chłopak, różowowłosa pokręciła głową z lekkim uśmieszkiem i wyszła z pokoju. Zostałam sama z Rossem.
- Dlaczego podszedłeś do nas? - zapytałam znienacka. Ross po raz kolejny się zaśmiał.
- Wyglądałyście na mądrzejsze niż inni - powiedział i wyszedł. To będą ciekawe trzy miesiące...
~~*~~*~~
Witam w pierwszym rozdziale Tajemnic Awnas! Na razie krótko, są to drobne wprowadzenia. Chcę Wam trochę przybliżyć tradycje elfów, ich otoczenie. Jest to trudne, bo cała magiczna strefa jest w mojej głowie i trochę trudno pisać o czymś co jest dla mnie oczywiste.
Znowu dziękuję Verini za drobną korektę.
Dziękuję też tym, którzy skomentowali prolog, czyli: Verini Sensitive, Żelowemu Misiowi i ponczkowi54.
Za chwilę stworzę stronę z pytaniami, na której będę odpowiadać Wam to co Was może nurtować. W tym wszystkim może być nawet to, który z Lynchów przyszedł z Rossem do budynku rady. Chociaż po chwili zastanowienia jest to oczywiste.
Proszę Was o szczere komentarze, które na pewno pomogą mi coś poprawić.
środa, 7 stycznia 2015
Prolog
Była sylwestrowa noc, ale tradycja to tradycja. Naciągnęłam na siebie czarną pelerynę i zawołałam siostrę do mnie. Dziewczyna prawie natychmiast pojawiła się obok. Podałam jej, taki sam jak mój, płaszcz. Otworzyłam drzwi, a Ness szybko je zamknęła. Głuchy stukot naszych butów rozlegał się na klatce schodowej.
Gdy zeszłyśmy na dół, spojrzałam na siostrę. Dziewczyna posłała mi lekki uśmiech, a ja, odrobinę śmielej, nacisnęłam klamkę i pchnęłam ciężkie drzwi.
Pierwsze co poczułam, to przeraźliwy chłód i wiatr, który targał moją peleryną. Po raz drugi spojrzałam na Ness. Złapała mnie za rękę i wolno ruszyła w stronę obrzeży miasteczka.
Zaczęłam coraz bardziej obawiać się spotkania z radą. A co jeśli się nie uda?
- Stój - powiedziała Vanessa i obróciłam się twarzą do niej. - Według tradycji żaden Junior ani żadna Juniorka nie mogą zobaczyć dokładnego lokum.
- Wiem - odpowiedziałam.
Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni płaszcza ciemną jak noc chustę. Obróciła mnie i zawiązała mi ją na oczach.
Poczułam jak moje serce zaczyna szybciej bić, a żołądek podchodzi do gardła. Moje ręce drgały z powodu zdenerwowania i zimna. Co chwilę czułam przeszywające dreszcze. Vanessa złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Czułam się źle. Strach paraliżował mnie od środka, a ja nawet nie wiedziałam gdzie jestem. Jedynym plusem mojej obecnej sytuacji był fakt, że to Ness prowadzi mnie do siedziby rady.
- Już jesteśmy - odrzekła uroczyście Van i usłyszałam skrzypienie drzwi.
Poczułam przyjemne ciepło kontrastujące z zimnem, które dotychczas czułam.
- Jeszcze tylko kilku Juniorów i równo o północy zaczniemy - oznajmił ktoś tuż obok mnie. - Panie, zdejmij Juniorce chustę, jak każe tradycja. - dopowiedział i już po chwili poczułam zimne palce, które ściągały materiał z mojej twarzy. Zobaczyłam drobnego, pomarszczonego staruszka, który uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Lauro Marano, usiądź proszę wśród Juniorów.
~~*~~*~~
Oto pierwsze 290 słów mojej drugiej historii o Raurze, którą zaczęłam pisać w czasie przerwy świątecznej. Cały prolog i prawie cały pierwszy rozdział pisałam w środku nocy, dlatego dużo czasu musiałam poświęcić na sprawdzanie w czym pomogła mi Verini Sensitive. Serdeczne dziękuję!
Jeżeli Wam się spodobało - proszę Was o komentarze. Byłoby fantastycznie gdybyście dali mi rady - co można poprawić, zmienić. Bardzo mi na tym zależy.
Pozdrawiam, Anais
#1 - Witam
Witam,
w internecie krążę jako Anais M, a moje imię do pewnego czasu nie zostawało tajemnicą.
Mam trochę lat za sobą, ale jeszcze więcej przed sobą.
Wchłaniam książki fantastyczne w kilka dni, czasem godzin. I to dzięki nim tutaj jestem.
Zainspirowana samą rasą elfów postanowiłam założyć bloga.
Głównymi bohaterami są Laura Marano, Ross Lynch i Iris Caroll.
Będzie czarny charakter, będą walki i będzie miłość.
Dowieie się jakie są tajemnice Awnas, co tak naprawdę zdarzyło się przed wiekami.
Pozdrawiam wszystkich, Anais
w internecie krążę jako Anais M, a moje imię do pewnego czasu nie zostawało tajemnicą.
Mam trochę lat za sobą, ale jeszcze więcej przed sobą.
Wchłaniam książki fantastyczne w kilka dni, czasem godzin. I to dzięki nim tutaj jestem.
Zainspirowana samą rasą elfów postanowiłam założyć bloga.
Głównymi bohaterami są Laura Marano, Ross Lynch i Iris Caroll.
Będzie czarny charakter, będą walki i będzie miłość.
Dowieie się jakie są tajemnice Awnas, co tak naprawdę zdarzyło się przed wiekami.
Pozdrawiam wszystkich, Anais
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)