Iris i Ross stanęli koło mnie. Przykucnęłam i złapałam obraz. Z pomocą Lyncha przesunęłam wielkie malowidło. Pod nim znajdowała się drewniana klapa. Złapałam za uchwyt i pociągnęłam ją do siebie. Nie ustąpiła, a ja wylądowałam na blondynie. Jak najszybciej się od niego odsunęłam i strzepnęłam z siebie nieistniejący brud.
Iris wyciągnęła z kieszeni klucz, który skopiowała od oryginału nauczyciela. Włożyła go w zamek i razem otworzyłyśmy klapę. Spojrzałam w dół. W dziurze było ciemno, ale zdołałam zauważyć drabinę.
- Pójdę pierwsza - wypaliłam i zrobiłam krok. Ross złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Wylądowałam twarzą do niego. Byliśmy niebezpiecznie blisko siebie. Ross nachylił się do mojego ucha.
- Oboje wiemy, że cię tam nie puszczę - szepnął. Przez moje plecy przeszedł dreszcz. Wyrwałam się z jego uścisku.
- To nawet lepiej jeśli pójdziesz pierwszy. Może cię coś zje.
Uśmiechnął się do mnie drwiąco i podszedł do klapy. Po chwili nie było go widać.
- Podobasz mu się. - Iris dała mi kuksańca z wielkim bananem na twarzy.
- Ale on mi nie - stwierdziłam.
- Och, sama się oszukujesz. Myślę, że gdybyś go bliżej poznała mogłabyś się w nim zakochać.
- Nonsens!
- Tak? A może zakład?
- Zależy jaki - powiedziałam.
- Weźmiemy go ze sobą na wyprawę. Jeśli będziesz z nim dopóki się nie skończy to... - mówiła cicho.
- To?
- Pomogę ci w czym będziesz chciała.
Ten pomysł wcale nie był taki zły.
- Łatwe. Jak wygram to pomożesz mi w odnalezieniu ojca. - Taka okazja mogła się już nie powtórzyć. Iris spojrzała na mnie zdziwiona. - Opowiem ci o tym jak wygram.
- Ale jeśli przegrasz...
- Właśnie - jeśli przegram.
- Jeszcze coś wymyślę.
- Idziecie czy nie? - Usłyszałyśmy.
Spoglądnęłam kątem oka na przyjaciółkę i uśmiechnęłam się w duchu.
- Już idziemy! - krzyknęłam i podeszłam do dziury w podłodze. Położyłam stopę na szczeblu drabiny i zaczęłam powoli schodzić. Chwyciłam się mocno drabiny.
Nie patrz w dół. Tylko nie patrz w dół.
Zamrugałam oczami kilka razy i popatrzyłam pod siebie. Było ciemno, ale zauważyłam zarys postaci Rossa. Zakręciło mi się w głowie. Poluźniłam uścisk dłoni, którymi trzymałam drabinę. Spróbowałam postawić nogę na niższym szczeblu. Rozglądnęłam się. Nie wiedziałam co się dzieje, nie myślałam logicznie. Puściłam się.
Krzyknęłam, gdy zaczęłam spadać.
Zamknęłam oczy.
- Laura, co się dzieje?
Zamrugałam i uśmiechnęłam się na widok Rossa. Pewnie mnie złapał.
- Cześć, Ross. Wiesz, że jesteś bardzo fajny?
- Lau, co ci się stało? Źle się czujesz? - zapytał zmartwiony.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Wyciągnęłam rękę i położyłam mu ją na policzku.
Zasnęłam.
Syknęłam, gdy się obudziłam. Otworzyłam oczy i chwyciłam się za rękę. Przeniosłam wzrok na nią i zobaczyłam czarny znak na wewnętrznej stronie nadgarstka. Dotknęłam go i jęknęłam. Ból przeszywał całe moje ciało.
- Ross, Laura się obudziła!
Usłyszałam głos Iris, który zdawał się dobiegać z daleka. Zmrużyłam oczy. Iris podbiegała do mnie. Była otoczona jakby blaskiem.
- Zobacz, jesteśmy w bibliotece - powiedziała kucając koło mnie.
Zamrugałam kilka razy i odzyskałam ostrość widzenia.
Siedziałam w kącie jasnego pomieszczenia. Regały z książkami były tak duże, że sięgały do sufitu.
Wstałam i podeszłam do Rossa, który stał przy jednym z biurek.
- Co się stało?
- Po prostu spadłaś...
- Ale kiedy zeszłam i znaleźliśmy bibliotekę zobaczyłam, że masz coś na ręce.
Mimowolnie spojrzałam na rękę.
- A znaleźliście książkę bez autora?
- Iris mi o tym mówiła. Jeszcze nie - powiedział Ross i usiadł na krześle.
- Zacznijmy szukać.
~~*~~*~~
Przepraszam, że tak krótko, ale znowu musiałam zatrzymać.
Od dzisiaj rozdziały będą krótsze, ale częściej dodawane.
niedziela, 29 marca 2015
wtorek, 17 marca 2015
Rozdział 10 cz. 1
Następnego dnia było wolne - miało tak być już do końca tygodnia z powodu tajemniczych zabójstw.
Po południu leżałam na swoim łóżku czytając książkę, którą pożyczyłam od Iris. Nie było jej w pokoju, ponieważ wyszła na spotkanie z Calumem.
Przewróciłam kolejną kartkę i usłyszałam trzask. Obróciłam głowę w stronę wejścia. Zobaczyłam obładowaną rzeczami przyjaciółkę.
- Przepraszam cię, Laura. Przyniosłam kilka rzeczy - powiedziała i zrzuciła wszystko co miała w rękach na swoje łóżko.
- Co to jest? - zapytałam.
- Pożyczyłam od Caluma.
- No tak, ale czemu?
- Dzisiaj szukamy podziemnej biblioteki. Musimy się przygotować. - Dziewczyna podeszła do składowiska rzeczy i rozkopała je jeszcze bardziej.
Przyjrzałam się krytycznie przedmiotom. Zauważyłam wśród nich latarkę, śpiwór, plecak i torbę.
- Jaka część z tego wszystkiego jest ci potrzebna?
- Wszystko!
Spojrzałam na nią nie dowierzając.
- Czemu?
- Albert uciekł ze szkoły. To znaczy, że może mieć coś wspólnego z zabójstwami.
- A my co mamy zrobić?
- Znaleźć go.
Te dwa słowa mnie poraziły. Miałam uciekać ze szkoły po to, żeby sprawdzić czy przypuszczenia Iris są słuszne?
- Na razie w nic nie wchodzę. Jeśli się czegoś dowiemy w bibliotece to
- To świetnie! Pomożesz mi to schować?
Uchyliłam lekko drzwi i rozglądnęłam się po korytarzu. Wyszłam, a za mną Iris. Chociaż było już ciemno, nie świeciłam lamp. Usłyszałam huk. Odwróciłam się i zobaczyłam pęknięty wazon z kwiatami.
- Przepraszam - szepnęła Iris.
- Rób dokładnie to co ja.
Byłam świetna w skradaniu się. Przychodziło mi to łatwo, bo byłam niska i lekka. Stąpałam spokojnie i cicho. Co innego Iris, która chociaż była szczupła, była też wysoka, co utrudniało jej skrywanie się. Tupała idąc.
Zeszłyśmy po schodach do drzwi wyjściowych od budynku Juniorów. Otworzyłam drzwi wpuszczając zimny wiatr do środka. Przebiegłyśmy odległość między zamkiem a pokojami uczniów. Weszłyśmy, zatrzaskując drzwi. W ciemności z trudem odnalazłam drogę do lochów. Przyglądałyśmy się ścianom w poszukiwaniu obrazu.
- Ałć! - usłyszałam. Odwróciłam się w stronę Iris.
- Tym razem to nie ja robię hałas.
Westchnęłam cicho. Skoro nie mogę dowiedzieć się kto to był to czemu mam szukać? Mam przerywać poszukiwania obrazu?
- Zobacz to! - Iris przywołała mnie do siebie. Stanęłyśmy naprzeciw drzwi z numerem osiemnaście.
- Ryzykujemy? - zapytałam.
- Ryzykujemy.
Iris otworzyła drzwi i weszłyśmy do ciemnej, przygnębiającej sali. Dwuosobowe ławki ze starymi, niszczącymi się krzesłami, były poukładane po bokach sali.
Rozejrzałam się uważnie po ścianach pokoju, ale nic nie znalazłam.
Podskoczyłam na odgłos skrzypienia.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam.
- Pytanie - co wy tutaj robicie?
Miałam go już dość! Stał przede mną ze swoim głupim uśmieszkiem na twarzy.
- Dobrze wiesz, że nigdy ci nie odpowiem...
- Ty może nie, ale Iris tak.
- I ty przeciwko mnie? - zapytałam z żalem spoglądając na przyjaciółkę.
- Nic nikomu nie mówiłam.
- To prawda - odrzekł Ross uroczyście. - Byłbym głupi gdybym nie zorientował się, że coś się święci. Iris pożycza od kogoś śpiwór?
- Ale to nie tłumaczy dlaczego tu jesteś. - Założyłam ręce na piersi.
- Martwiłem się o ciebie. I Iris też. - Odwróciłam się obrażona. - Hej, nie zachowuj się tak, to jest po prostu dziecinne!
Ruszyłam przed siebie, dalej szukając obrazu. Nagle się potknęłam i musiałam zrobić kilka kroków, żeby utrzymać równowagę. Spoglądnęłam pod nogi i zobaczyłam obraz przedstawiający węża.
- Chyba znalazłam...
~~*~~*~~
Cześć!
Musicie mi naprawdę wybaczyć długość tego rozdziału. Po prostu nie mogłam się powstrzymać i musiałam skończyć w tym momencie.
Bardzo dziękuję za komentarze Karci Lynch i ponczka54, która nominowała mnie do LBA.
Jeżeli chce Wam się czytać dalej to zapraszam.
1. Jak długo prowadzisz bloga?
Tego zaczęłam pisać w czasie przerwy świątecznej, ale założyłam go dopiero 7 stycznia tego roku.
2. Ile blogów czytasz?
Oj, mało, mało. Dla niektórych pewnie zbyt mało.
3. Czy jesteś zaprzyjaźniona z jakimś innym bloggerem?
Chodzę do klasy z Verini.
4. Skąd inspiracja na rozpoczęcie bloga?
Nudziło mi się i nie mogłam zasnąć, więc wymyśliłam historię o elfach.
6. Jak długo masz jeszcze zamiar prowadzić bloga?
Nie wiem. Jeszcze trochę tajemnic zostało.
7. Co sądzisz, o znajomościach internetowych?
Nie wiem. Mam do nich mieszane uczucia.
8. Co sądzisz o rockowej muzyce?
Muzyka jak każda inna, a że słucham dużo gatunków kilka razy się na nią natknęłam.
9. Jak idzie Ci z angielskim?
Według moich ocen bardzo dobrze i celująco.
10. Ulubiony wykonawca?
Nie mam.
11. Ostatnia przeczytana książka?
Po południu leżałam na swoim łóżku czytając książkę, którą pożyczyłam od Iris. Nie było jej w pokoju, ponieważ wyszła na spotkanie z Calumem.
Przewróciłam kolejną kartkę i usłyszałam trzask. Obróciłam głowę w stronę wejścia. Zobaczyłam obładowaną rzeczami przyjaciółkę.
- Przepraszam cię, Laura. Przyniosłam kilka rzeczy - powiedziała i zrzuciła wszystko co miała w rękach na swoje łóżko.
- Co to jest? - zapytałam.
- Pożyczyłam od Caluma.
- No tak, ale czemu?
- Dzisiaj szukamy podziemnej biblioteki. Musimy się przygotować. - Dziewczyna podeszła do składowiska rzeczy i rozkopała je jeszcze bardziej.
Przyjrzałam się krytycznie przedmiotom. Zauważyłam wśród nich latarkę, śpiwór, plecak i torbę.
- Jaka część z tego wszystkiego jest ci potrzebna?
- Wszystko!
Spojrzałam na nią nie dowierzając.
- Czemu?
- Albert uciekł ze szkoły. To znaczy, że może mieć coś wspólnego z zabójstwami.
- A my co mamy zrobić?
- Znaleźć go.
Te dwa słowa mnie poraziły. Miałam uciekać ze szkoły po to, żeby sprawdzić czy przypuszczenia Iris są słuszne?
- Na razie w nic nie wchodzę. Jeśli się czegoś dowiemy w bibliotece to
- To świetnie! Pomożesz mi to schować?
Uchyliłam lekko drzwi i rozglądnęłam się po korytarzu. Wyszłam, a za mną Iris. Chociaż było już ciemno, nie świeciłam lamp. Usłyszałam huk. Odwróciłam się i zobaczyłam pęknięty wazon z kwiatami.
- Przepraszam - szepnęła Iris.
- Rób dokładnie to co ja.
Byłam świetna w skradaniu się. Przychodziło mi to łatwo, bo byłam niska i lekka. Stąpałam spokojnie i cicho. Co innego Iris, która chociaż była szczupła, była też wysoka, co utrudniało jej skrywanie się. Tupała idąc.
Zeszłyśmy po schodach do drzwi wyjściowych od budynku Juniorów. Otworzyłam drzwi wpuszczając zimny wiatr do środka. Przebiegłyśmy odległość między zamkiem a pokojami uczniów. Weszłyśmy, zatrzaskując drzwi. W ciemności z trudem odnalazłam drogę do lochów. Przyglądałyśmy się ścianom w poszukiwaniu obrazu.
- Ałć! - usłyszałam. Odwróciłam się w stronę Iris.
- Tym razem to nie ja robię hałas.
Westchnęłam cicho. Skoro nie mogę dowiedzieć się kto to był to czemu mam szukać? Mam przerywać poszukiwania obrazu?
- Zobacz to! - Iris przywołała mnie do siebie. Stanęłyśmy naprzeciw drzwi z numerem osiemnaście.
- Ryzykujemy? - zapytałam.
- Ryzykujemy.
Iris otworzyła drzwi i weszłyśmy do ciemnej, przygnębiającej sali. Dwuosobowe ławki ze starymi, niszczącymi się krzesłami, były poukładane po bokach sali.
Rozejrzałam się uważnie po ścianach pokoju, ale nic nie znalazłam.
Podskoczyłam na odgłos skrzypienia.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam.
- Pytanie - co wy tutaj robicie?
Miałam go już dość! Stał przede mną ze swoim głupim uśmieszkiem na twarzy.
- Dobrze wiesz, że nigdy ci nie odpowiem...
- Ty może nie, ale Iris tak.
- I ty przeciwko mnie? - zapytałam z żalem spoglądając na przyjaciółkę.
- Nic nikomu nie mówiłam.
- To prawda - odrzekł Ross uroczyście. - Byłbym głupi gdybym nie zorientował się, że coś się święci. Iris pożycza od kogoś śpiwór?
- Ale to nie tłumaczy dlaczego tu jesteś. - Założyłam ręce na piersi.
- Martwiłem się o ciebie. I Iris też. - Odwróciłam się obrażona. - Hej, nie zachowuj się tak, to jest po prostu dziecinne!
Ruszyłam przed siebie, dalej szukając obrazu. Nagle się potknęłam i musiałam zrobić kilka kroków, żeby utrzymać równowagę. Spoglądnęłam pod nogi i zobaczyłam obraz przedstawiający węża.
- Chyba znalazłam...
~~*~~*~~
Cześć!
Musicie mi naprawdę wybaczyć długość tego rozdziału. Po prostu nie mogłam się powstrzymać i musiałam skończyć w tym momencie.
Bardzo dziękuję za komentarze Karci Lynch i ponczka54, która nominowała mnie do LBA.
Jeżeli chce Wam się czytać dalej to zapraszam.
1. Jak długo prowadzisz bloga?
Tego zaczęłam pisać w czasie przerwy świątecznej, ale założyłam go dopiero 7 stycznia tego roku.
2. Ile blogów czytasz?
Oj, mało, mało. Dla niektórych pewnie zbyt mało.
3. Czy jesteś zaprzyjaźniona z jakimś innym bloggerem?
Chodzę do klasy z Verini.
4. Skąd inspiracja na rozpoczęcie bloga?
Nudziło mi się i nie mogłam zasnąć, więc wymyśliłam historię o elfach.
6. Jak długo masz jeszcze zamiar prowadzić bloga?
Nie wiem. Jeszcze trochę tajemnic zostało.
7. Co sądzisz, o znajomościach internetowych?
Nie wiem. Mam do nich mieszane uczucia.
8. Co sądzisz o rockowej muzyce?
Muzyka jak każda inna, a że słucham dużo gatunków kilka razy się na nią natknęłam.
9. Jak idzie Ci z angielskim?
Według moich ocen bardzo dobrze i celująco.
10. Ulubiony wykonawca?
Nie mam.
11. Ostatnia przeczytana książka?
"Niezgodna"
12. Twój model telefonu?
MyPhone Cube.
niedziela, 8 marca 2015
Rozdział 9
- Myślę, że musicie się trzymać z daleka od tego chłopaka. Następne spotkanie może się skończyć poważniej - powiedziała pielęgniarka.
- Pani nic nie rozumie. On może być dla wszystkich realnym zagrożeniem.
- I może być realnym zagrożeniem dla was, dlatego nie możecie się z nim spotykać sam na sam. Sama wiesz co ci zrobił. - Kobieta nadal tłumaczyła mi wszystko spokojnym głosem.
- Wiem, ale wiem też, że to nie był prawdziwy on.
- A skąd takie przypuszczenia?
- Jego oczy się zmieniły. - Pielęgniarka spojrzała na mnie zdziwiona. - Najpierw miał zielone oczy, ale kiedy mnie uderzył miał wręcz złote. Potem znowu zielone - powiedziałam.
Kobieta spanikowała.
- Pani coś wie - stwierdziła Iris.
- Są takie legendy, o których nikt nie może wiedzieć. Wyjdzie stąd i nie mówcie nikomu o naszej rozmowie. Idźcie. Już! - krzyknęła.
Mimowolnie spojrzałam za okno, za którym zauważyłam jakiś ciemny kształt, który po chwili zniknął. Przed oczami zobaczyłam mroczki. Starałam się uciec z pokoju, ale oczy mi się zamknęły i straciłam kontakt z rzeczywistością.
Usłyszałam szuranie i tupot czyiś stóp. Otworzyłam oczy i podniosłam się. Siedziałam teraz w moim łóżku, przykryta kocem. Miałam na sobie ciuchy, w których spotkałam się z Albertem.
Rozejrzałam się po pokoju, a przed oczami mignęła mi biegnąca Iris. Wstałam z łóżka, kiedy ona przystanęła przejrzeć się w lustrze i poprawiała fryzurę.
- Co się wczoraj stało? - zapytałam przyglądając się w lusterku mojemu odbiciu. Miałam lekko przetłuszczone włosy, a na policzkach ognistoczerwone rumieńce.
- Zasłabłaś. Pielęgniarka powiedziała mi co mam zrobić i wygoniła z gabinetu.
- Ile czasu minęło? - Wiedziałam, że wyglądałam jak ktoś chory, który nie wychodził z łóżka przynajmniej przez jeden dzień.
Iris spojrzała na mnie.
- Powiedz mi.
Dziewczyna westchnęła.
- Miałaś gorączkę, byłaś bardzo osłabiona.
- Ale ile spałam?
- Trzy dni.
Usiadłam z wrażenia na łóżku mojej przyjaciółki. To było po prostu niemożliwe!
- A zajęcia? - zapytałam.
- Odwołali. - Iris znalazła się koło mnie.
- To nie czas na żarty! Nie jestem taka ważna, żeby musieli odwoływać zajęcia - wybuchnęłam, wiedząc, że coś jest na rzeczy.
- To nie przez ciebie odwołali.
- To dlaczego?
- Musieli przygotować się do pogrzebów - wytłumaczyła Iris, schylając lekko głowę.
- Kto jeszcze? Kto jeszcze oprócz bibliotekarki?
- Pogrzeby są dzisia... - zaczęła czerwonowłosa.
- Kto jeszcze!?
- Pielęgniarka...
W tej chwili nie myślałam, że ktoś może mnie uznać za słabą wariatkę. Nie myślałam o tym, że ktoś może wejść i śmiać się ze mnie.
Chciałam się wypłakać, dać upust emocjom związanym z ofiarami. Moimi ofiarami.
Poczułam jak moja koszulka robi się wilgotna. Po raz pierwszy Iris Caroll pokazała, że ma emocje. Po raz pierwszy musiałam jej pomóc.
Złapałam jej rękę i kreśliłam wzory opuszkami palców. Tak samo uspokajał mnie tata.
- Gdybym...
- To nie czas się obwiniać - szepnęłam i przytuliłam przyjaciółkę.
- Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać dwie wspaniałe elfki, które pracowały w ośrodku szkolenia.
Willie Scott, nasza bibliotekarka, która wprowadzała na twarze wykładowców i Juniorów, a także innych mieszkańców Awnas uśmiechy. Dwudziestodwuletnia Normadka.
Była też nasza kochana pielęgniarka, która jak nikt inny leczyła nas Urokiem.
Obie zginęły w podobny sposób w młodym wieku. Nasza pielęgniarka, Octavia Mauriel, miała trzydzieści siedem lat i dwie urocze córki, które na okres szkolenia musiała pozostawić w domu.
Z powodu tych tragicznych okoliczności są tutaj z nami. - Wysoki mężczyzna przy kości, który odpowiadał za kierowanie szkoleniem stał na małej scenie, którą postawiono w ogromnym ogrodzie. Stałam dosyć daleko i przy moim wzroście trudno było zobaczyć niektóre rzeczy, ale doskonale widziałam dwie trumny. Jedna z nich była jaskraworóżowa. Na niej była tabliczka z danymi Normadki. Jej rodzina zgodziła się na pochowanie jej na terytorium Awnas. Druga trumna była czarna i klasyczna, z tabliczką z nazwiskiem pielęgniarki.
Na prowizorycznej scenie stanęły dwie czarnowłose dziewczynki.
Zaproszony na uroczystość przedstawiciel rady przywoływał je do siebie. Pewnie chciał, żeby wygłosiły jakieś przemówienie. Dziewczynki schowały się z tyłu.
- Musicie im wybaczyć jedna ma tylko jedenaście lat, a druga pięć - zaśmiał się przedstawiciel i przyciągnął dziewczynki do siebie.
Starsza trzymając w dłoni czerwoną różę, podeszła do trumny swojej matki, a zaraz za nią przybiegła pięciolatka.
Jedenastolatka odłożyła kwiat i pochyliła się nad trumną, a młodsza córeczka pielęgniarki położyła na niej jakąś kartkę. Po chwili obie zeszły ze sceny w absolutnej ciszy.
Wracałyśmy do pokoju nic nie mówiąc. Dopiero gdy przeszłyśmy przez próg naszej sypialni, opadłyśmy na łóżka z westchnieniem. Pogrzeb tych dwóch elfek był naprawdę wzruszający i nawet chłopaki wracali z niego z opuchniętymi od płaczu oczami.
Usłyszałyśmy pukanie. Iris, która od razu oprzytomniała pobiegła otworzyć drzwi. Podeszłam do niej i zobaczyłam przed sobą Alberta.
- Będziesz przepraszał? - zapytała moja przyjaciółka, a w jej oczach można było zobaczyć niebezpieczne błyski.
- Tak. Ale przyszedłem też przekazać wam plotki. I pielęgniarka, i bibliotekarka, zostały zasztyletowane. Uderzeń było dwanaście.
- A co to nam daje? - zapytałam zdziwiona informacją z jaką przyszedł do nas Albert.
- Sprawdźcie w podziemnej bibliotece.
- Ale...
- Wejście jest w lochach zamku. Musicie wejść do sali 18, a w niej znaleźć obraz przedstawiający węża. Uchylcie go i włóżcie klucz w otwór za obrazem. Szukajcie książki bez autora. Wiem tylko tyle - powiedział wszystko bardzo szybko i uciekł. Iris zamknęła drzwi i obie się o nie oparłyśmy.
- Czy to może być pułapka? - zapytała dziewczyna.
- Nie wiem, ale pójdziemy tam jutro wieczorem.
- Pani nic nie rozumie. On może być dla wszystkich realnym zagrożeniem.
- I może być realnym zagrożeniem dla was, dlatego nie możecie się z nim spotykać sam na sam. Sama wiesz co ci zrobił. - Kobieta nadal tłumaczyła mi wszystko spokojnym głosem.
- Wiem, ale wiem też, że to nie był prawdziwy on.
- A skąd takie przypuszczenia?
- Jego oczy się zmieniły. - Pielęgniarka spojrzała na mnie zdziwiona. - Najpierw miał zielone oczy, ale kiedy mnie uderzył miał wręcz złote. Potem znowu zielone - powiedziałam.
Kobieta spanikowała.
- Pani coś wie - stwierdziła Iris.
- Są takie legendy, o których nikt nie może wiedzieć. Wyjdzie stąd i nie mówcie nikomu o naszej rozmowie. Idźcie. Już! - krzyknęła.
Mimowolnie spojrzałam za okno, za którym zauważyłam jakiś ciemny kształt, który po chwili zniknął. Przed oczami zobaczyłam mroczki. Starałam się uciec z pokoju, ale oczy mi się zamknęły i straciłam kontakt z rzeczywistością.
Usłyszałam szuranie i tupot czyiś stóp. Otworzyłam oczy i podniosłam się. Siedziałam teraz w moim łóżku, przykryta kocem. Miałam na sobie ciuchy, w których spotkałam się z Albertem.
Rozejrzałam się po pokoju, a przed oczami mignęła mi biegnąca Iris. Wstałam z łóżka, kiedy ona przystanęła przejrzeć się w lustrze i poprawiała fryzurę.
- Co się wczoraj stało? - zapytałam przyglądając się w lusterku mojemu odbiciu. Miałam lekko przetłuszczone włosy, a na policzkach ognistoczerwone rumieńce.
- Zasłabłaś. Pielęgniarka powiedziała mi co mam zrobić i wygoniła z gabinetu.
- Ile czasu minęło? - Wiedziałam, że wyglądałam jak ktoś chory, który nie wychodził z łóżka przynajmniej przez jeden dzień.
Iris spojrzała na mnie.
- Powiedz mi.
Dziewczyna westchnęła.
- Miałaś gorączkę, byłaś bardzo osłabiona.
- Ale ile spałam?
- Trzy dni.
Usiadłam z wrażenia na łóżku mojej przyjaciółki. To było po prostu niemożliwe!
- A zajęcia? - zapytałam.
- Odwołali. - Iris znalazła się koło mnie.
- To nie czas na żarty! Nie jestem taka ważna, żeby musieli odwoływać zajęcia - wybuchnęłam, wiedząc, że coś jest na rzeczy.
- To nie przez ciebie odwołali.
- To dlaczego?
- Musieli przygotować się do pogrzebów - wytłumaczyła Iris, schylając lekko głowę.
- Kto jeszcze? Kto jeszcze oprócz bibliotekarki?
- Pogrzeby są dzisia... - zaczęła czerwonowłosa.
- Kto jeszcze!?
- Pielęgniarka...
W tej chwili nie myślałam, że ktoś może mnie uznać za słabą wariatkę. Nie myślałam o tym, że ktoś może wejść i śmiać się ze mnie.
Chciałam się wypłakać, dać upust emocjom związanym z ofiarami. Moimi ofiarami.
Poczułam jak moja koszulka robi się wilgotna. Po raz pierwszy Iris Caroll pokazała, że ma emocje. Po raz pierwszy musiałam jej pomóc.
Złapałam jej rękę i kreśliłam wzory opuszkami palców. Tak samo uspokajał mnie tata.
- Gdybym...
- To nie czas się obwiniać - szepnęłam i przytuliłam przyjaciółkę.
- Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać dwie wspaniałe elfki, które pracowały w ośrodku szkolenia.
Willie Scott, nasza bibliotekarka, która wprowadzała na twarze wykładowców i Juniorów, a także innych mieszkańców Awnas uśmiechy. Dwudziestodwuletnia Normadka.
Była też nasza kochana pielęgniarka, która jak nikt inny leczyła nas Urokiem.
Obie zginęły w podobny sposób w młodym wieku. Nasza pielęgniarka, Octavia Mauriel, miała trzydzieści siedem lat i dwie urocze córki, które na okres szkolenia musiała pozostawić w domu.
Z powodu tych tragicznych okoliczności są tutaj z nami. - Wysoki mężczyzna przy kości, który odpowiadał za kierowanie szkoleniem stał na małej scenie, którą postawiono w ogromnym ogrodzie. Stałam dosyć daleko i przy moim wzroście trudno było zobaczyć niektóre rzeczy, ale doskonale widziałam dwie trumny. Jedna z nich była jaskraworóżowa. Na niej była tabliczka z danymi Normadki. Jej rodzina zgodziła się na pochowanie jej na terytorium Awnas. Druga trumna była czarna i klasyczna, z tabliczką z nazwiskiem pielęgniarki.
Na prowizorycznej scenie stanęły dwie czarnowłose dziewczynki.
Zaproszony na uroczystość przedstawiciel rady przywoływał je do siebie. Pewnie chciał, żeby wygłosiły jakieś przemówienie. Dziewczynki schowały się z tyłu.
- Musicie im wybaczyć jedna ma tylko jedenaście lat, a druga pięć - zaśmiał się przedstawiciel i przyciągnął dziewczynki do siebie.
Starsza trzymając w dłoni czerwoną różę, podeszła do trumny swojej matki, a zaraz za nią przybiegła pięciolatka.
Jedenastolatka odłożyła kwiat i pochyliła się nad trumną, a młodsza córeczka pielęgniarki położyła na niej jakąś kartkę. Po chwili obie zeszły ze sceny w absolutnej ciszy.
Wracałyśmy do pokoju nic nie mówiąc. Dopiero gdy przeszłyśmy przez próg naszej sypialni, opadłyśmy na łóżka z westchnieniem. Pogrzeb tych dwóch elfek był naprawdę wzruszający i nawet chłopaki wracali z niego z opuchniętymi od płaczu oczami.
Usłyszałyśmy pukanie. Iris, która od razu oprzytomniała pobiegła otworzyć drzwi. Podeszłam do niej i zobaczyłam przed sobą Alberta.
- Będziesz przepraszał? - zapytała moja przyjaciółka, a w jej oczach można było zobaczyć niebezpieczne błyski.
- Tak. Ale przyszedłem też przekazać wam plotki. I pielęgniarka, i bibliotekarka, zostały zasztyletowane. Uderzeń było dwanaście.
- A co to nam daje? - zapytałam zdziwiona informacją z jaką przyszedł do nas Albert.
- Sprawdźcie w podziemnej bibliotece.
- Ale...
- Wejście jest w lochach zamku. Musicie wejść do sali 18, a w niej znaleźć obraz przedstawiający węża. Uchylcie go i włóżcie klucz w otwór za obrazem. Szukajcie książki bez autora. Wiem tylko tyle - powiedział wszystko bardzo szybko i uciekł. Iris zamknęła drzwi i obie się o nie oparłyśmy.
- Czy to może być pułapka? - zapytała dziewczyna.
- Nie wiem, ale pójdziemy tam jutro wieczorem.
~~*~~*~~
Musicie mi wybaczyć spóźnienie, ale czekałam aż napiszę pierwszą część dziesiątego rozdziału.
Nie wiem jak Wam, ale mi się nawet podobało. Wreszcie akcja rusza, a co się stanie potem... Nie wiem...
Niedawno postanowiłam założyć bloga. Wystartuje on pod koniec "Tajemnic Awnas".
Pozdrawiam wszystkich komentujących i wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)