sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 13

- Że co? - zapytał Ross.
- To Albert zabił pielęgniarkę i bibliotekarkę. Był pod wpływem Shetaniego.
- On nawet nie istnieje - prychnął chłopak. Spojrzałam na Iris z nadzieją, że przemówi mu do rozumu.
- Myślę, że Laura ma rację. Jak inaczej można wytłumaczyć to, że zmienia mu się kolor oczu.
- Kąt padania lub rodzaj światła?
- Z zielonych na złote - tak, to na pewno zależy od światła. - Wzięłam od Iris książkę i przewróciłam kilka kartek.
- Będziecie mi to udowadniać? - zapytał Ross, widząc, że czegoś szukam.
- Tak. Słuchajcie. W magicznej strefie do walki używa się Uroku. Pozwala on stworzyć broń lub walczyć bezpośrednio magią. Można też dzięki niemu przejąć kontrolę nad ludźmi, elfami lub innymi stworzeniami. Aby to zrobić należy przez setki lat ćwiczyć. Setki lat, rozumiecie? Jedynie my potrafimy władać Urokiem, ale nie jesteśmy nieśmiertelni. Żyjemy tak długo jak ludzie. Tylko Shetani mógł się tego nauczyć.
- Może masz rację… Chodźmy już stąd - zaproponował chłopak. Wstali i ruszyli w stronę wyjścia.
- Zaraz was dogonię. Muszę tylko coś zrobić.
- Dobrze, ale masz na siebie uważać - powiedział Ross. Patrzyłam jak oddalają się ode mnie, a kiedy byli wystarczająco daleko, otworzyłam Kodeks. Przeszukałam kilka kartek i wreszcie znalazłam stronę z rysunkami i podpisami. Podwinęłam rękaw i odkryłam tajemniczy znak. Szukałam takiego samego na obrazkach. Znalazłam dokładnie taki sam - czarny okrąg, a wewnątrz niego ogień.
- Znak Shetaniego - przeczytałam w myślach. - Oznacza poddanie się woli Nieśmiertelnego Elfa. Zostaje naniesiony na skórę po przejęciu przez Shetaniego ciała ofiary. Na początku XVIII wieku zaczęto dobrowolnie wykonywać taki wzór przez grupy chcące pokazać swoją wiarę w Shetaniego w sposób widoczny dla wszystkich.
Przestraszona odrzuciłam od siebie książkę. To było niemożliwe...

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 12

Rozdział 12

- To książka bez autora… - powiedziała Iris i otworzyła księgę.
- Może wyjdziemy? Tu jest dziwnie - zapytałam. Nie chciałam znowu spotkać tamtego mężczyzny.
Wyszliśmy do głównej biblioteki i usiedliśmy przy ścianie.
- Czytaj - powiedział Ross do Iris. Dziewczyna otworzyła książkę w czarnej oprawie na pierwszej stronie.
- Akt pierwszy… - zaczęła.
- Akt? To kodeks! - prawie wykrzyknęłam.
- Na to wychodzi - powiedział Ross i uśmiechnął się do mnie.
- Akt pierwszy. W tysięcznym roku naszej ery ludzie zdali sobie sprawę jak ważna jest natura. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn, w trakcie wycieczki na najbliższy niebu szczyt, zostali oświeceni przez Matkę Naturę. Znaleźli najpiękniejszy krajobraz świata, a Pani Przyrody dała im moc opanowania Uroku. Przyjęli dar, a kiedy nadarzyła się okazja, aby stworzyć krainę tylko dla nich użyli Uroku i w ciągu czterech dni powstało Awnas. 
Iris przestała czytać.
- Co się stało? - zapytałam.
- To jest niemożliwe…
- Co jest niemożliwe? Iris?
Dziewczyna westchnęła i pokazała nam miejsce, w którym skończyła. Tutaj powinien się skończyć Pierwszy Akt, ale on trwał dalej.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że wszystko czego się nauczyliśmy to kłamstwo. W każdym domu jest poprawiony Kodeks, w którym nie ma kilku fragmentów - powiedziałam i spojrzałam na Iris. Kiwnęła głową i wróciła do czytania.
- Gdy Pierwsze Elfy przeprowadziły się do nowostworzonej krainy postanowiły, że podzielą się nią z ludźmi. Przeciwny temu był jeden z nich - Shetani. Chciał zatrzymać krainę tylko dla siebie. Nie chciał, żeby ktoś poznał ich sekrety. Gdy Cordis, Tausi i Ebon nie pozwolili mu na to, zakradł się do ich komnat i zabił dwunastoma pchnięciami sztyletem.
- Koniec?
- To tylko początek. Akt Drugi. Shetani rósł w siłę, w końcu stał się nieśmiertelny. Nie wiedział co ma robić w Awnas samotnie. Coraz częściej wracał do świata ludzi, gdzie została jego rodzina. Widział jak się starzeją, a swojego syna, który uzyskał dzięki niemu władzę nad Urokiem, posłał do jednej z rodzin. Matka Natura, która starała się podarować Awnas innym dała moc ludziom bardzo związanym z przyrodą. Starali się zabić Shetaniego, ale udało im się tylko go osłabić. To ci ludzie zapoczątkowali istnienie Elfów, które do dzisiaj zamieszkują Awnas, ale wśród nich żyją potomkowie jedynego ocalałego Pierwszego Elfa. Różnią się od reszty, ale niewiele.
- Przodkiem Alberta jest Shetani... - wymruczałam pod nosem.
- Co?
- Skoro nie istnieją mieszańcy to on musi być potomkiem Shetaniego.
- Wymyślasz, Laura. Każdy wie, że kiedy Elf zwiąże się z człowiekiem mamy mieszańca - zaśmiał się Ross. Przyjrzałam się mu.
- Skoro tak, to dlaczego nic o tym nie pisze w Kodeksie?
- Na pewno zaraz będzie. Prawda? - spojrzał na Iris.
- Raczej nie. Akt Trzeci. Shetani nauczył się panować nad Urokiem w sposób idealny. Potrafi pojawić się i zniknąć w odpowiednim czasie, może zmieniać postać i umie kontrolować innych. Żeby zobaczyć kto jest jego ofiarą należy spojrzeć w oczy osobie, którą może manipulować - będzie mieć złote oczy.
- Albert - szepnęłam.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 11

Rozdział 11
Ale szukanie wcale nie było takie łatwe. Rozdzieliliśmy się i każde z nas poszło w inną stronę.
Chodziłam między regałami, kiedy zobaczyłam drzwi. Podeszłam do nich. Starałam się je otworzyć, ale były zamknięte, pewnie na klucz.
Dawno temu, mój tata pokazał mi coś ciekawego. Nigdy nie było mi to potrzebne, ale za jego namową zawsze miałam coś przydatnego. Sięgnęłam ręką do kieszeni spodni i wyciągnęłam pensetę. Przez minutę manewrowałam przy zamku, aż w środku zgrzytnęło. Nacisnęłam klamkę, a drzwi ustąpiły. Weszłam do ciemnego pomieszczenia.
Skup się, Laura, pomyślałam i zamknęłam oczy.
Wyobraziłam sobie światło. Światło tak bardzo podobne do tego, które daje nam Słońce. Otworzyłam oczy, ale nadal było ciemno.
Spróbowałam jeszcze raz, i jeszcze raz, ale wszystkie próby nie przynosiły skutku.
Przecież to moja wyobraźnia!
Spróbowałam znowu, pewna, że gdy otworzę oczy będzie jasno. I było.
Rozglądnęłam się po dobrze oświetlonym pokoju. Przede mną stała szklana gablota z książką w środku.
Podeszłam do niej i przyjrzałam się okładce. Uśmiechnęłam się i wybiegłam do centralnej części biblioteki.
- Iris! Ross! Znalazłam! - krzyczałam.
Nie odpowiadali, więc poszłam na ich poszukiwanie. Snułam się pomiędzy regałami.
Chciałam postawić następny krok, ale zobaczyłam na jasnych płytkach coś czerwonego. Strużka krwi płynęła w moją stronę.
- Iris! Ross! - krzyknęłam i pobiegłam przed siebie. Zobaczyłam ich ciała. Zabito ich tak jak bibliotekarkę i pielęgniarkę - dwunastoma pchnięciami nożem lub sztyletem. Nie wiem.
Osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać.

Otworzyłam oczy. Siedziałam na podłodze w pokoju z gablotką. Nie wiedziałam jak się tu dostałam.
- Jesteś odważna - usłyszałam. Spanikowana rozejrzałam się po pomieszczeniu. Kilkadziesiąt centymetrów ode mnie zauważyłam czarny dym.
- Czym jesteś? - zapytałam.
- Raczej kim - zaśmiał się głos i przede mną pojawił się młody mężczyzna. Miał czarne włosy i oliwkową skórę, ale coś w jego wyglądzie mnie niepokoiło. Poza tym zjawił się w magiczny sposób.
- W takim razie: kim jesteś?
Spojrzał na mnie. Miał czarne oczy.
- Widzisz, Lauro... Jesteśmy do siebie niesamowicie podobni. - Uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów. Był zbyt idealny, by żyć naprawdę. - Oboje jesteśmy związani.
- Związani? W jakim sensie?
- Zostałaś naznaczona. To skutek uboczny. - Uchylił rękaw czarnej bluzy, pokazując mi ten sam znak, który mam na swojej ręce. W tym samym miejscu.
- Jeżeli coś powiesz o naszym spotkaniu, twoich przyjaciół czeka to co widziałaś. A to mi nie umknie.
Znikł, pozostawiając po sobie czarny dym, który po chwili się rozmył.
Wstałam z podłogi i wyszłam z pokoju.
- Znalazłam coś! - krzyknęłam. Ku mojej uldze Ross i Iris zjawili się prawie natychmiast.
Podeszliśmy we trójkę do gabloty, a kiedy Iris przyglądała się książce, chwyciła Rossa za rękę.
Spojrzał na nasze złączone dłonie i uśmiechnął się dosyć nieśmiało.
- To chyba to - powiedziała Isia i podniosła szybę. Spodziewałam się jakiegoś alarmu, ale jego brak był dla nas zbawieniem.

~~*~~*~~
Tym razem Verini nie sprawdzała rozdziału, więc mam nadzieję, że nie jest bardzo źle.
Dziękuję za komentarze od Karcii Lynch, Raury na zawsze i ponczka54.