Będę szczera - Tajemnice Awnas to kolejny (drugi) blog, którego nie udało mi się dokończyć.
Wy, chyba, też nie byliście zadowoleni z ostatnich rozdziałów. Przyznam, że ten blog zajmował ważne miejsce w moim sercu i nadal będzie zajmował, ale nie dam rady go zakończyć tak jak przypuszczałam.
Powód jest prosty - nie interesuję się już tymi bohaterami. Już od dawna irytowało mnie to, że nie mogę stworzyć własnych postaci, które staną się głównymi bohaterami, że nie mogłam nadać im znaczących imion, wyglądu.
Od jakiegoś czasu zaczęłam wymyślać nowe historie z zupełnie innymi bohaterami i bez wątku romantycznego. Bardzo mi się to spodobało i uznałam, że pora skończyć z Raurą.
Ale jedna rzecz mnie jeszcze przetrzymywała. Chodzi o to, że bez znanych bohaterów nikt nie usłyszy o blogu. Mam jednak nadzieję, że po przerwie wrócę do blogosfery z nową, własną opowieścią. A Wy wrócicie razem ze mną.
Jeżeli chcielibyście poznać zakończenie Awnas w średniej długości streszczeniu, to śmiało piszcie w komentarzach.
Wiem, że to nie odpowiedni czas, ale chciałabym Was zaprosić na mojego innego bloga, w którym jest coś o mnie. Na razie są tam dwie notki, trzecia będzie za niedługo, a taki prawdziwy początek jest planowany na wrzesień, ale serdecznie zapraszam. Na Purpurowym Deszczu możecie się doszukać też odpowiedzi dlaczego piszę tak jak piszę.
Dziękuję za uwagę i, mam nadzieję, do zobaczenia!
wtorek, 30 czerwca 2015
piątek, 5 czerwca 2015
Rozdział 14
Obudziłam się zdyszana. Usiadłam, odgarnęłam włosy ze spoconego czoła i odrzuciłam kołdrę. Pstryknęłam i nad moją głową pojawiła się świecąca kula. Podeszłam do torby i wyciągnęłam z niej butelkę wody. Drżącymi rękoma odkręciłam zakrętkę i upiłam duży łyk. Znowu sięgnęłam do torby. Tym razem po pudełeczko z tabletkami uspokajającymi. Usiadłam na materacu, rozmasowując piekący znak na nadgarstku i połknęłam tabletki.
Od dwóch tygodni, czyli od początku naszej podróży, męczył mnie jeden koszmar - śmierć Iris i Rossa.
W ostatni poniedziałek dowiedzieliśmy się o ucieczce Alberta ze szkoły. Byliśmy pewni, że jeżeli znajdziemy jego, znajdziemy też Shetaniego.
Butelka i tabletki wypadły mi z rąk. Ściemniło się, a do moich uszu dotarł cichy szum.
- Tęskniłaś? - Spojrzałam w czarne jak węgiel oczy.
Nieśmiertelny Elf usiadł obok mnie i chwycił mnie za rękę. Syknęłam z bólu.
- Nie powinno już boleć... - powiedział. Jego palce rozjaśniły się przez chwilę. Poczułam na znaku przyjemny chłód, przynoszący mi ulgę.
- Zaraz zacznę krzyczeć - powiedziałam i wyrwałam swoją rękę.
- Nie mam zielonego pojęcia dlaczego się tak zachowujesz... Przecież ci pomagam. - Na twarzy Shetaniego pojawił się uśmiech.
- Jesteś diabłem, zabiłeś tyle niewinnych osób... - zaczęłam, ale elf odebrał mi mowę.
- A może oni wcale nie byli tacy niewinni? Może to nie ja jestem tym złym? Może to te "niewinnie osoby" wcale nie są takie niewinne? - wstał i zaczął chodzić w kółko z rękoma założonymi na piersi.
Popatrzyłam na niego prosząco, a on znowu się uśmiechnął. Poczułam magię, która przywracała mi głos.
- Nie wierzę ci - powiedziałam. Nieśmiertelny podszedł do mnie i uklęknął przy mnie. Położył zimną rękę na moim policzku.
- Proponuję układ - szepnął.
- Jaki?
- Będę do ciebie codziennie przychodził, przez dziesięć dni, a ty niczego nie powiesz. Nikomu. W zamian odnajdę twojego ojca i przestanę cię męczyć koszmarami.
- Więc to twoja sprawka. Ale skąd... - chciałam zapytać.
- Mam swoje sposoby. Zgadzasz się?
- Nadal ci nie wierzę. I za chwilę naprawdę zacznę krzy...
- Raczej nie - przerwał mi i mnie pocałował. Starałam się wyrwać, ale był zbyt silny. Udało mi się choć odrobinę podnieść, ale popchnął mnie na łóżko i zawisł na mną, nadal mnie całując. Traciłam siły, nie mogłam się chociaż próbować bronić. W pewnym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami i już nic nie pamiętam.
Reszta nocy minęła mi spokojnie, pewnie Shetani uznał, że zgadzam się na układ.
Kiedy wstałam, było już po świcie. Wyszłam z namiotu z ręcznikiem i ubraniami na przebranie. Przywitałam się z Rossem, który chował magiczne namioty do pudełka po zapałkach. Po drodze spotkałam się jeszcze z Iris, która robiła coś na śniadanie. Mieliśmy ruszyć za śladami Alberta, który ciągle był krok przed nami.
W ciągu dwóch tygodni, opuściliśmy śnieżne części, które były specjalnie przygotowane, aby nowi uczniowie czuli się dobrze w nowym miejscu. Byliśmy daleko, tam, gdzie trwało gorące lato.
Wyszłam z lasu i znalazłam przepiękne jezioro przy jakiejś górze zarośniętej roślinami.
Rozejrzałam się i skinęłam palcem. Pojawił się przy mnie głaz, na który rzuciłam ubrania. Ruszyłam ręką i ze wszystkich stron ukrył mnie ręcznik. Rozebrałam się i powoli weszłam do wody. Zanurkowałam i obejrzałam podwodny świat. Na wschód znalazłam podwodną jaskinię.
Wynurzyłam się i zaczęłam płynąć w jej stronę. Zaczerpnęłam powietrza i wpłynęłam do jaskini.
Nie było trudno, ale kiedy zaczynałam się wynurzać, zabrakło mi tchu.
Kiedy moja głowa znalazła się nad taflą wody, zaczęłam głęboko oddychać.
Było ciemno, wręcz czarno. Nic nie widziałam, Pstryknęłam palcami i na wysepce na środku wody pojawiły się świece. Dopłynęłam do wyspy i przytrzymałam jej się przez chwilę. Kolejne pstryknięcie i na wyspie pojawiły się moje rzeczy. Byłam spokojna, wiedziałam, że nikt mnie tu nie zobaczy.
- Mam wyczucie - usłyszałam za sobą. Rozejrzałam się i otworzyłam usta ze zdziwienia. Na wysepce siedział Shetani. Zaśmiał się.
- Chyba mogę się przyłączyć? - zapytał.
- Nie, ja już kończę - powiedziałam wystraszona.
- A nie miałaś się wykąpać?
Westchnęłam i pstryknęłam palcami.
- Tylko jest taka jedna sprawa... Chyba zgubiły się twoje ciuchy.
- Nie ma problemu, przywołam je - powiedziałam z uśmiechem.
- A jednak jest problem. Musiał to zrobić ktoś naprawdę rozwinięty magicznie. Nie dasz rady.
- W takim razie je wyczaruję.
- Ale to będzie tylko iluzja. A ktoś naprawdę rozwinięty magicznie widzi przez iluzję.
- Więc mam nadzieję, że ten ktoś będzie patrzeć gdzieś indziej.
- Ten ktoś spróbuje, ale niczego nie obiecuje. Jest jeszcze wcześnie, zjesz coś? - zapytał Nieśmiertelny.
- Może wieczorem, zgodnie z układem - stwierdziłam.
- Nasz układ nie mówił ile razy dziennie mogę się z tobą spotykać. Do zobaczenia.
- Zaczekaj! - krzyknęłam, kiedy zobaczyłam, że zamienia się w dym.
- Tak?
- Czemu mnie wczoraj całowałeś?
- To o wiele przyjemniejszy sposób na rzucanie Uroku. Może kiedyś spróbujesz.
Od dwóch tygodni, czyli od początku naszej podróży, męczył mnie jeden koszmar - śmierć Iris i Rossa.
W ostatni poniedziałek dowiedzieliśmy się o ucieczce Alberta ze szkoły. Byliśmy pewni, że jeżeli znajdziemy jego, znajdziemy też Shetaniego.
Butelka i tabletki wypadły mi z rąk. Ściemniło się, a do moich uszu dotarł cichy szum.
- Tęskniłaś? - Spojrzałam w czarne jak węgiel oczy.
Nieśmiertelny Elf usiadł obok mnie i chwycił mnie za rękę. Syknęłam z bólu.
- Nie powinno już boleć... - powiedział. Jego palce rozjaśniły się przez chwilę. Poczułam na znaku przyjemny chłód, przynoszący mi ulgę.
- Zaraz zacznę krzyczeć - powiedziałam i wyrwałam swoją rękę.
- Nie mam zielonego pojęcia dlaczego się tak zachowujesz... Przecież ci pomagam. - Na twarzy Shetaniego pojawił się uśmiech.
- Jesteś diabłem, zabiłeś tyle niewinnych osób... - zaczęłam, ale elf odebrał mi mowę.
- A może oni wcale nie byli tacy niewinni? Może to nie ja jestem tym złym? Może to te "niewinnie osoby" wcale nie są takie niewinne? - wstał i zaczął chodzić w kółko z rękoma założonymi na piersi.
Popatrzyłam na niego prosząco, a on znowu się uśmiechnął. Poczułam magię, która przywracała mi głos.
- Nie wierzę ci - powiedziałam. Nieśmiertelny podszedł do mnie i uklęknął przy mnie. Położył zimną rękę na moim policzku.
- Proponuję układ - szepnął.
- Jaki?
- Będę do ciebie codziennie przychodził, przez dziesięć dni, a ty niczego nie powiesz. Nikomu. W zamian odnajdę twojego ojca i przestanę cię męczyć koszmarami.
- Więc to twoja sprawka. Ale skąd... - chciałam zapytać.
- Mam swoje sposoby. Zgadzasz się?
- Nadal ci nie wierzę. I za chwilę naprawdę zacznę krzy...
- Raczej nie - przerwał mi i mnie pocałował. Starałam się wyrwać, ale był zbyt silny. Udało mi się choć odrobinę podnieść, ale popchnął mnie na łóżko i zawisł na mną, nadal mnie całując. Traciłam siły, nie mogłam się chociaż próbować bronić. W pewnym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami i już nic nie pamiętam.
Reszta nocy minęła mi spokojnie, pewnie Shetani uznał, że zgadzam się na układ.
Kiedy wstałam, było już po świcie. Wyszłam z namiotu z ręcznikiem i ubraniami na przebranie. Przywitałam się z Rossem, który chował magiczne namioty do pudełka po zapałkach. Po drodze spotkałam się jeszcze z Iris, która robiła coś na śniadanie. Mieliśmy ruszyć za śladami Alberta, który ciągle był krok przed nami.
W ciągu dwóch tygodni, opuściliśmy śnieżne części, które były specjalnie przygotowane, aby nowi uczniowie czuli się dobrze w nowym miejscu. Byliśmy daleko, tam, gdzie trwało gorące lato.
Wyszłam z lasu i znalazłam przepiękne jezioro przy jakiejś górze zarośniętej roślinami.
Rozejrzałam się i skinęłam palcem. Pojawił się przy mnie głaz, na który rzuciłam ubrania. Ruszyłam ręką i ze wszystkich stron ukrył mnie ręcznik. Rozebrałam się i powoli weszłam do wody. Zanurkowałam i obejrzałam podwodny świat. Na wschód znalazłam podwodną jaskinię.
Wynurzyłam się i zaczęłam płynąć w jej stronę. Zaczerpnęłam powietrza i wpłynęłam do jaskini.
Nie było trudno, ale kiedy zaczynałam się wynurzać, zabrakło mi tchu.
Kiedy moja głowa znalazła się nad taflą wody, zaczęłam głęboko oddychać.
Było ciemno, wręcz czarno. Nic nie widziałam, Pstryknęłam palcami i na wysepce na środku wody pojawiły się świece. Dopłynęłam do wyspy i przytrzymałam jej się przez chwilę. Kolejne pstryknięcie i na wyspie pojawiły się moje rzeczy. Byłam spokojna, wiedziałam, że nikt mnie tu nie zobaczy.
- Mam wyczucie - usłyszałam za sobą. Rozejrzałam się i otworzyłam usta ze zdziwienia. Na wysepce siedział Shetani. Zaśmiał się.
- Chyba mogę się przyłączyć? - zapytał.
- Nie, ja już kończę - powiedziałam wystraszona.
- A nie miałaś się wykąpać?
Westchnęłam i pstryknęłam palcami.
- Tylko jest taka jedna sprawa... Chyba zgubiły się twoje ciuchy.
- Nie ma problemu, przywołam je - powiedziałam z uśmiechem.
- A jednak jest problem. Musiał to zrobić ktoś naprawdę rozwinięty magicznie. Nie dasz rady.
- W takim razie je wyczaruję.
- Ale to będzie tylko iluzja. A ktoś naprawdę rozwinięty magicznie widzi przez iluzję.
- Więc mam nadzieję, że ten ktoś będzie patrzeć gdzieś indziej.
- Ten ktoś spróbuje, ale niczego nie obiecuje. Jest jeszcze wcześnie, zjesz coś? - zapytał Nieśmiertelny.
- Może wieczorem, zgodnie z układem - stwierdziłam.
- Nasz układ nie mówił ile razy dziennie mogę się z tobą spotykać. Do zobaczenia.
- Zaczekaj! - krzyknęłam, kiedy zobaczyłam, że zamienia się w dym.
- Tak?
- Czemu mnie wczoraj całowałeś?
- To o wiele przyjemniejszy sposób na rzucanie Uroku. Może kiedyś spróbujesz.
~*~
Bardzo przepraszam, że tak dawno mnie nie było i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie będzie.
Tajemnice Awnas są coraz bliżej zakończenia, a ja chcę wystartować z czymś nowym. Postaram się napisać jakieś rozdziały do przodu i wtedy zacznę pracę nad nowym blogiem, który najprawdopodobniej będzie też o Raurze. Mam nadzieję, że przy epilogu Awnas dodam link z tym blogiem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)