Książki, książki i książki... Bibliotekarka przynosi ich coraz więcej, a my nie mamy już czasu wszystkich przeglądnąć. Ale wytrwamy i jak nie dziś to jutro skończymy czytać.
- A to? - zapytałam Iris, pokazując okładkę książki, którą miałam w rękach.
- "Wszystko o Awnas"? Przecież to jedna z nowszych książek.
Westchnęłam i odłożyłam przedmiot z powrotem na stół. Takim sposobem nigdy nie dojdziemy do tego, gdzie leżą drzwi do podziemi.
- Chyba mam - powiedziała czerwonowłosa, szturchając mnie w ramię. Zerknęłam znad jej ramienia na wielką księgę z pożółkłymi kartkami. Z pewnością była stara.
- Tutaj nic nie jest napisane oprócz tego, że mamy pod szkołą piwnice - stwierdziłam, gdy przeczytałam tekst.
- Właśnie, Laura. W tej szkole są piwnice. Może stamtąd jest wejście do biblioteki?
- Przodkowie nie byliby tacy głupi... Ale przynajmniej mamy jakąś poszlakę.
Usłyszałam dzwon i wyjrzałam przez okno. Stąd doskonale było widać wieżę Ratusza z zegarem, który wskazywał teraz trzecią po południu.
- Zbierajmy się - powiedziałam.
Wzięłam tę część książek, które sprawdzałam ja i powoli ruszyłam w stronę biurka, gdzie siedziała bibliotekarka.
- Laura! - usłyszałam i obróciłam się kilka razy wokół własnej osi. Zauważyłam Alberta, który do mnie podbiegał. - Co ty tu robisz? - zapytał.
Zamyśliłam się chwilę, przecież nie mogłam mu powiedzieć całej prawdy.
- Uczyłyśmy się na wykłady. - Iris pojawiła się znikąd i uratowała moją skórę. Czarnowłosy spojrzał na mnie, a ja spuściłam wzrok. Bałam się spojrzeć mu w oczy.
- Tak, uczyłyśmy się - wyjąkałam.
- Ale nasze dzisiejsze spotkanie nadal aktualne?
- Tak, przy fontannie. Bądź za godzinę - powiedziałam i obróciłam się w stronę bibliotekarki. Od jej biurka dzieliło mnie zaledwie kilka kroków.
- Och, Laurka, skończyłyście już? Wiecie coś o tej podziemnej bibliotece? Wiesz, ja o niej już kiedyś słyszałam. Z miłą chęcią przeczytałabym jakąś książkę stamtąd.
W tej chwili chciałam zakleić jej usta taśmą, tak żeby nic nie mogła już powiedzieć. Razem z Iris starałyśmy się zataić przed Albertem dosłownie wszystko, ale ona postanowiła coś innego. Przez nią cała biblioteka wie co robiłyśmy. Spojrzałam za siebie. Iris stała niedaleko Alberta, który był nieco zdziwiony.
- Nic nie wyczytałyśmy. Oddajemy książki - powiedziałam.
Kobieta z Normadii roześmiała się i chwyciła lektury, które jej dałam.
- Pędzę je odłożyć!
- Do widzenia, proszę pani.
- Nie mów tak, czuję się staro. Jestem Willie - wyśpiewała i w podskokach zniknęła między regałami. Normandczycy byli bardzo wesołym narodem.
- Do zobaczenie, Albert! - krzyknęła Iris i ruszyła w stronę drzwi, po drodze chwytając mnie za rękaw.
- Jak on się zachowywał? - zapytałam.
- Całkiem dobrze, prócz tego, że wlepiał we mnie ślepia. To było dość... niepokojące.
- Połamania nóg - szepnęła Iris i lekko pchnęła mnie za drzwi wyjściowe. Znalazłam się przed domem dla Juniorów. W świecie ludzi był styczeń, więc w niektórych miejscach sypał śnieg. U nas było ciepło jak w czasie wiosny, ale krajobraz wyglądał jak zimowy. To przez ciepły magiczny pył imitujący śnieg, który też układał się w niesamowite wzory tworząc drobne śnieżynki.
Był wieczór, a temperatura szybko się obniżała. Przyspieszyłam poprawiając ciepłą kurtkę. Zauważyłam, że słońce już zachodzi. W końcu dotarłam przed fontannę, gdzie nie było Alberta. Usiadłam na ławce obok i czekałam. Mijały minuty, a słońce już zniknęło za horyzontem. Kiedy na niebie zobaczyłam księżyc i gwiazdy, a lampy zaczęły się świecić, usłyszałam zza siebie głos.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedział Albert i obszedł ławkę w około. - Mam nadzieję, że nie czekałaś długo. - Usiadł koło mnie wyraźnie rozbawiony.
- Mogłam czekać dłużej - westchnęłam.
- Chciałaś coś ode mnie? - zapytał.
Jaką tu wymyślić wymówkę? Myśl, Laura...
- Muszę z tobą porozmawiać o Iris.
- O Iris? Tej z różowymi włosami?
- Teraz czerwonymi.
- Pozwól, że pierwszy ci coś powiem - kiwnęłam głową. - Uważam, że jest słodka.
Co on powiedział?
Spojrzałam na niego pytająco.
- Podoba mi się. Jest mądra, sympatyczna... Wiesz o co mi chodzi?
Oczywiście, że wiedziałam - chłopak, którego mamy śledzić zauroczył się w mojej przyjaciółce, a ja musiałam ciągnąć tę szopkę.
- Rozumiem cię - powiedziałam, patrząc w jego oczy. Miał piękne zielone tęczówki.- Ale nie jestem pewna czy ona czuje do ciebie to samo.
Oczy Alberta z zielonych zmieniły się na złote. Nie mogłam tego wytłumaczyć, ale widziałam, że był zły. Zamachnął się na mnie i uderzył w twarz. Poczułam okropny ból, miałam ochotę się rozpłakać. Byłam słaba, powinnam nie okazywać uczuć, żeby Albert był zadowolony.
Obraz wokół stawał się coraz bardziej niewyraźny i upadłam, gdy próbowałam uwolnić się od Juniora. Czułam, że jeśli mrugnę powiekami wszystkie łzy się uwolnią. Ale musiałam.
Dotknęłam policzka, który był mokry, drugi też. Po prostu musiałam zapłakać.
Podniosłam wzrok i spostrzegłam Alberta, który był coraz bliżej mnie. Dokładnie widziałam jego złote oczy, świecące się w blasku latarni.
- Pożałujecie. Ty i ona - warknął chłopak, kiedy się nade mną pochylił, żeby mnie znowu uderzyć. Zamknęłam oczy, myśląc, że to choć trochę pomoże.
Usłyszałam krzyk i poczułam jak zimny podmuch rozwiewa moje włosy.
- Wiedz, że jesteś ode mnie słabszy - krzyknął Ross, trzymając Alberta.
- Zostaw mnie, idioto!
- Nikt nie może jej zrobić krzywdy! Calum, pomóż mi!
Przed oczami zobaczyłam rudowłosego kolegę blondyna.
- Puszczajcie! - wrzasnął czarnowłosy i wyrwał się z ich uścisku. - Laura, ja cię naprawdę przepraszam. Nic ci nie jest? - zapytał. Po raz kolejny spojrzałam mu w oczy, tym razem zielone.
- Zostaw mnie. - Odtrąciłam jego rękę, a on kiwnął głową twierdząco. Odszedł w stronę domów dla Juniorów, a do mnie doskoczyli chłopcy.
- Co on ci zrobił? To wygląda strasznie.
- Miło, że mnie pocieszasz. Ała, nie dotykaj tego - syknęłam, gdy Ross dotknął mojego bolącego policzka.
- Gdzie jest pielęgniarka? - zapytał Caluma.
- Mieszka w zamku. Chodźcie.
- Alarm! - usłyszeliśmy, gdy podchodziliśmy do drzwi zamkowych.
- Laura! Chłopaki! - zawołała Iris, biegnąc w naszą stronę. - Szukałam cię.
- Co się stało? - zapytałam.
- Bibliotekarka nie żyje.
~~*~~*~~
Oto rozdział siódmy i pierwszy trup!
Jak mam być szczera - do ostatniej chwili sądziłam, że oszczędzę bibliotekarkę, ale cóż... to taki popychacz to następnych działań.
Nie mówię jednak, że to ostatnia zabita. To co się dzieje w Magicznej Strefie przyczyni się do większej liczby ofiar.
Rozdział ósmy napisany, ale muszę się jeszcze zabrać za dziewiątkę. Będzie to nieco trudne, bo cały mój czas zajmuje tworzenie nowej historii. Będzie w niej Raura, ale blog wystartuje dopiero pod koniec Tajemnic Awnas.
Tak jak zwykle podziękowania dla ponczka54, Karci Lynch i Verini, która zawsze sprawdza moje rozdziały.
Pozdrawiam, Anais
Super rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next :*
Wiki ekstra
OdpowiedzUsuńSuper!
OdpowiedzUsuńKocham
Czekam
Daj szybko
~Wika