Rozdział 11
Ale szukanie wcale nie było takie łatwe. Rozdzieliliśmy się i każde z nas poszło w inną stronę.
Chodziłam między regałami, kiedy zobaczyłam drzwi. Podeszłam do nich. Starałam się je otworzyć, ale były zamknięte, pewnie na klucz.
Dawno temu, mój tata pokazał mi coś ciekawego. Nigdy nie było mi to potrzebne, ale za jego namową zawsze miałam coś przydatnego. Sięgnęłam ręką do kieszeni spodni i wyciągnęłam pensetę. Przez minutę manewrowałam przy zamku, aż w środku zgrzytnęło. Nacisnęłam klamkę, a drzwi ustąpiły. Weszłam do ciemnego pomieszczenia.
Skup się, Laura, pomyślałam i zamknęłam oczy.
Wyobraziłam sobie światło. Światło tak bardzo podobne do tego, które daje nam Słońce. Otworzyłam oczy, ale nadal było ciemno.
Spróbowałam jeszcze raz, i jeszcze raz, ale wszystkie próby nie przynosiły skutku.
Przecież to moja wyobraźnia!
Spróbowałam znowu, pewna, że gdy otworzę oczy będzie jasno. I było.
Rozglądnęłam się po dobrze oświetlonym pokoju. Przede mną stała szklana gablota z książką w środku.
Podeszłam do niej i przyjrzałam się okładce. Uśmiechnęłam się i wybiegłam do centralnej części biblioteki.
- Iris! Ross! Znalazłam! - krzyczałam.
Nie odpowiadali, więc poszłam na ich poszukiwanie. Snułam się pomiędzy regałami.
Chciałam postawić następny krok, ale zobaczyłam na jasnych płytkach coś czerwonego. Strużka krwi płynęła w moją stronę.
- Iris! Ross! - krzyknęłam i pobiegłam przed siebie. Zobaczyłam ich ciała. Zabito ich tak jak bibliotekarkę i pielęgniarkę - dwunastoma pchnięciami nożem lub sztyletem. Nie wiem.
Osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać.
Otworzyłam oczy. Siedziałam na podłodze w pokoju z gablotką. Nie wiedziałam jak się tu dostałam.
- Jesteś odważna - usłyszałam. Spanikowana rozejrzałam się po pomieszczeniu. Kilkadziesiąt centymetrów ode mnie zauważyłam czarny dym.
- Czym jesteś? - zapytałam.
- Raczej kim - zaśmiał się głos i przede mną pojawił się młody mężczyzna. Miał czarne włosy i oliwkową skórę, ale coś w jego wyglądzie mnie niepokoiło. Poza tym zjawił się w magiczny sposób.
- W takim razie: kim jesteś?
Spojrzał na mnie. Miał czarne oczy.
- Widzisz, Lauro... Jesteśmy do siebie niesamowicie podobni. - Uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów. Był zbyt idealny, by żyć naprawdę. - Oboje jesteśmy związani.
- Związani? W jakim sensie?
- Zostałaś naznaczona. To skutek uboczny. - Uchylił rękaw czarnej bluzy, pokazując mi ten sam znak, który mam na swojej ręce. W tym samym miejscu.
- Jeżeli coś powiesz o naszym spotkaniu, twoich przyjaciół czeka to co widziałaś. A to mi nie umknie.
Znikł, pozostawiając po sobie czarny dym, który po chwili się rozmył.
Wstałam z podłogi i wyszłam z pokoju.
- Znalazłam coś! - krzyknęłam. Ku mojej uldze Ross i Iris zjawili się prawie natychmiast.
Podeszliśmy we trójkę do gabloty, a kiedy Iris przyglądała się książce, chwyciła Rossa za rękę.
Spojrzał na nasze złączone dłonie i uśmiechnął się dosyć nieśmiało.
- To chyba to - powiedziała Isia i podniosła szybę. Spodziewałam się jakiegoś alarmu, ale jego brak był dla nas zbawieniem.
~~*~~*~~
Tym razem Verini nie sprawdzała rozdziału, więc mam nadzieję, że nie jest bardzo źle.
Dziękuję za komentarze od Karcii Lynch, Raury na zawsze i ponczka54.
Świetny rozdział. Masz wielki talent. Dlatego czekam na next z niecierpliwością.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next <3
Super rozdział!
OdpowiedzUsuńJest dobrze
Kocham
Czekam
Daj szybko
~Wika aka ponczek