czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 4

Wdech, wydech... Uspokój się Laura, pomyślałam.
Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Czułam w gardle wielką gulę, a żołądek skręcał mi się w najróżniejsze pozy.
Albert E. Donk, jak dowiedziała się Iris, był wysokim, czarnowłosym chłopakiem. Chudzielec rozejrzał się po boisku.
Podeszłam do niego. Spojrzał na mnie z wyższością, ale nie dałam mu się sprowokować.
- Cześć, jestem Laura - powiedziałam. Donk nie odpowiadał mi przez chwilę. Zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować, ale niepotrzebnie, bo już po chwili się przedstawił. Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam mu odważnie w twarz. Był przystojny, ale jego wygląd psuła długa blizna, która ciągnęła się przez lewy policzek.
- Masz do mnie jakąś sprawę? - zapytał. Speszyłam się, gdy uzmysłowił mi, że gapiłam się na niego od dłuższego czasu.
- Tak sobie pomyślałam, że może masz dzisiaj czas?
- Dzisiaj nie, ale w sobotę... - odpowiedział wymijająco. Zastanowiłam się przez chwilę.
- Sobota... Jest ok. Spotkajmy się przed fontanną koło domku dla Juniorów  - stwierdziłam. Wymieniliśmy między sobą uśmiechy i wróciłam do Rossa i Iris.
- Jak poszło? - zapytała podekscytowana dziewczyna.
- Pojutrze mamy się spotkać.
- Popatrzyłaś mu w oczy?
Spojrzałam na Rossa zdenerwowana. On zupełnie nie ma taktu!
- Oczywiście, po raz pierwszy rozmawialiśmy, a ja nic tylko skupiałam się na oczach!
Iris trzepnęła Lyncha w tył głowy.
- Jesteś głupi - przyznała.
- To nie moja wina, że zamiast pomagać, ty umawiasz się z wrogiem na randki - stwierdził oburzony chłopak. Powoli miałam go dosyć. Pierwsze, dobre wrażenie teraz zdawało się wyparować, bo blondyn zachowywał się zupełnie inaczej.
- To nie jest randka. To jest spotkanie znajomych, a ja mam zdobyć jego zaufanie.
- Zaraz, była mowa tylko o spojrzeniu mu w oczy!
- Posłuchaj, Ross - zaczęła Iris. - Według mnie będzie lepiej, kiedy Laura stanie się kimś ważnym dla Alberta. Musisz być blisko przyjaciół, ale jeszcze bliżej wrogów.
Ross spojrzał na mnie, na Iris i na Juniorów w okolicy. Był zdenerwowany.
- Jeden raz wam odpuściłem, ale teraz nie dam rady - powiedział.
- Dobrze wiemy, że żartujesz - zaśmiałam się.
Ale Lynch nie żartował. Odwrócił się od nas i do końca zajęć, spędzał czas w towarzystwie innych Juniorów.

Gdy wszyscy mieliśmy iść na lekcje, tym razem psychologiczne, podeszłam do niego. Sama, bo Iris odmówiła jakichkolwiek przymierzy z blondynkiem. Chłopak siedział przed salą. Chciałam dojść z nim do porozumienie, jednak on ciągle to utrudniał. W końcu skapitulowałam i weszłam do klasy. Pół godziny teorii nie minęło szybko, więc cieszyłam się, kiedy jeden z nauczycieli w Awnas powiedział, że już mamy wolne. Marzyłam o zamknięciu się w pokoju i nie wpuszczaniu tam nikogo, chociaż dobrze wiedziałam, że mieszka tam też Isia.

- Puk, puk... - usłyszałam za drzwiami.
- Chcesz wejść akurat teraz? Błagam, daj mi spokój...
- Laura, nie dramatyzuj. Dobrze wiem, że potrzebna ci jest szczera rozmowa - stwierdziła Iris. Miała rację, ale tę szczerą rozmowę chciałam przeprowadzić albo z siostrą albo z mamą. Ale ich tu nie było, a wysyłanie listów nie mogło się równać ze spojrzeniem sobie prosto w oczy. Przez listy nikt cię nie przytuli...
Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Zawahałam się przez chwilę. W końcu to jej pokój... Przekręciłam klucz w zamku i wróciłam pod kołdrę.
- O przodkowie! Co ci jest? - krzyknęła Iris, gdy tylko weszła do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła obok mnie.
- Co się stało?
Nie odpowiedziałam, nie byłam w stanie. Po prostu przytuliłam się do niej. W pierwszym momencie zachowywała się tak, jakby nigdy w życiu nikt jej nie przytulił. Potem zauważyłam jak uśmiecha się lekko i zaplata swoje ręce w okół mnie. Tak bardzo brakowało mi czyjejś bliskości...
- Lau, co się stało? - zapytała. Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się psując jej przepiękną bluzkę. Właśnie tak nazywał mnie mój tata. Zanim zniknął. Iris zorientowała się, że nic nie może teraz zrobić. Przytuliła mnie jeszcze mocniej i podawała chusteczki. Może też tak kiedyś miała, więc teraz wiedziała czego mi potrzeba?
- Dlaczego on taki jest? - zapytałam, gdy się uspokoiłam. Iris spojrzała na mnie pytająco. - Chodzi mi o Rossa.
- Nie wiem... Może jest zły, że go nie słuchasz?
- Dobrze wiesz, że jego pomysły nie wypaliłyby. Lepiej dłużej poczekać, ale dowiedzieć się więcej.
Różowowłosa zamyśliła się. Ja też nie chciałam  dorzucać czegoś nie na miejscu. Siedziałyśmy cicho.
- Może się o ciebie martwi? - zasugerowała dziewczyna. Spojrzałam na nią roześmiana.
- Nie sądzę... Gdybyś to była ty, zachowałby się tak samo. 

~~*~~*~~

Witam po ponad tygodniowej przerwie! Rozleniwiłam się, prawda, ale rozdział piąty pojawi się szybciej. Zaczęłam już szósty rozdział, a w nim dużo się stanie.
Tradycyjnie podziękowania za sprawdzenie rozdziału dla Verini oraz za skomentowanie dla niej, ponczka54 i Karcii Lynch.
Pozdrawiam, Anais

4 komentarze:

  1. Mówiłam Ci już coś, ale Ty chyba dobrze wiesz co xD No ale dziękuję :)
    Rozdział świetny, jak zwykle magiczny i taki fajny...
    Czekam na nexta z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdzial :*
    Czekam na next :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Super czekam na nex. Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj.
    Miło mi to ogłosić.
    Zostałaś nominowana do LBA przeze mnie i Julkę.
    Więcej tu:
    http://this-is-us-story-raura.blogspot.com/
    Pozdrawiam i życzę dużo weny.
    Destiny

    OdpowiedzUsuń