- Witamy w Awnas - tłum przede mną powiedział to niemal chórem. Pewnie zobaczyli, że żyję.
- Aaaaaaaaa! - usłyszałam nad sobą i poczułam ból w plecach. Ktoś ciężki przykrył mnie swoim ciałem, a teraz nie chce się ruszyć.
- Ja nie mogę oddychać - jęknęłam i dwóch Juniorów ze zbiegowiska podeszło do mnie. Z niemałym trudem, postawi go na nogi. Przywitałam powietrze z wielką radością.
- Gdzie ja jestem? - wystękał blondyn.
- Witaj, Śpiąca Królewno - powiedział rudowłosy Junior.
- Nie jestem kobietą - odparł Ross i zasnął.
~~*~~*~~
- Na prawdę został wskazany? - zapytała Iris. Siedziałyśmy w naszym pokoju, w budynku dla Juniorów.
Kiwnęłam głową i podrapałam się w ucho, do którego jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Urok dał o sobie znać i pod jego wpływem urosły wszystkim elfie uszy. Także nasza skóra i oczy się zmieniły. Byliśmy bledsi niż zwykle, a tęczówki i oczy się powiększyły. Było to dosyć męczące na początku, ale teraz jest już lepiej. W końcu spędziliśmy w Awnas kilka godzin.
- I ja mam wam pomóc? Tak powiedział pan Samael? - dopytywała się Iris.
- Dokładnie tak. Ty, Ross i ja. Mamy rozkminić tę całą historię z tym chłopakiem.
- Albert.
- Jaki Albert? - zapytałam i znowu podrapałam ucho.
- On ma na imię Albert. Tak go nazwali po tym jak przyszedł. I podobno jest mieszańcem. - szepnęła, jakby to była wielka tajemnica. I była, nikt nie chciał być mieszańcem wśród czystokrwistych.
- Skąd to wiesz?
- Wiadomo, plotki... Czytałam, że mieszańców można rozpoznać po zmniejszonych źrenicach w magicznej strefie.
- Musimy to sprawdzić - stwierdziłam.
- Masz rację, ale jak? - tym razem Iris podrapała się w ucho. - Jutro, po zajęciach, obgadamy to z Rossem.
Kiwnęłam głową i położyłam się na swoim łóżku. Było już po północy, a trening fizyczny zaczynał się o szóstej rano.
- Trzeba coś wykombinować. Dobranoc, Laura.
- Dobranoc - odpowiedziałam współlokatorce i zamknęłam oczy. Teraz na pewno nie zasnę. Przecież muszę coś wymyślić. Teraz.
~~*~~*~~
- Ja się nie zgadzam! - krzyknął Ross, wstając z łóżka Iris. Siedzieliśmy w naszym pokoju, tuż po skończonych zajęciach.
- Nie rozumiesz, że to jedyne wyjście? - zapytała dziewczyna. Blondyn zaczął chodzić w kółko.
- Ona ma racje. Tylko to możemy zrobić - powiedziałam.
- Żadna z was nie będzie udawała... - nie dokończył, bo mu przerwałam:
- Masz jakiś inny pomysł?
- Nie, ale...
- Czyli już mamy wszystko ustalone - stwierdziłam.
- Nie, Laura. Która z nas... - rozpoczęła Iris. Dobrze wiedziałam, że to ona chce, ale nie mogłam jej pozwolić. Isia musi wymyślić jak dowiedzieć się prawdy, więc to ja i Ross będziemy wykonywać tę "brudną" robotę.
- To chyba oczywiste - ja.
- Oszalałaś?! - wykrzyknął Ross. - Nie zrobicie tego! Ani ty, ani Iris!
- Ross, przypominam ci, że to był nasz pomysł. Jestem na tyle mądra, że nie będę się narażać.
- Mam nadzieję... Ale nie mogę ja udawać jego przyjaciela?
- Ross, przyjaciele nie są tak blisko. I psychicznie, i fizycznie - wytłumaczyła mu różowowłosa.
- To może być jedyne wyjście - dodałam. Chłopak spojrzał na nas niezdecydowany.
- Niech wam będzie - powiedział i wyszedł z pokoju.
- Tak!
~~*~~*~~
- Myślisz, że mogę ubrać te spodnie? - zapytałam Iris.
- Laura, to umowny strój na trening. Poza tym, nie możesz być nachalna.
- Ja wiem Isia, ale jak coś się nie uda? - jęknęłam. Iris podeszła do mnie i powiedziała:
- Jesteś śliczna i mądra. Na pewno ci się uda. A jeśli nie to wyślemy Rossa albo mnie.
- Nie sądzę... Może być bardziej podejrzliwy.
- Kto? - zapytała dziewczyna.
- Ten Albert.
- Masz rację... - zawiesiła się. - Ale czemu mamy się tym martwić teraz? Ubieraj się i idziemy na boisko.
Spojrzałam na magiczny zegar. Rzeczywiście pora treningu zbliżała się wielkimi krokami.
Szybko założyłam ciuchy i sportowe buty wzmacniane magią.
- Iris! - zawołałam dziewczynę. Ta, w kompletnym nieładzie, wiązała teraz włosy.
- Nie patrz się tak na mnie. Jakoś to przeżyję - stwierdziła. Weszłyśmy na korytarz, na którym spacerowało kilku Juniorów. Podszedł do nas rudowłosy chłopak. Ten, który ściągnął ze mnie Rossa.
- Hej, nie widziałyście Śpiącej Królewny? Wczoraj wrócił do pokoju naburmuszony, a dzisiaj rano zniknął jak nocny kiew na słońcu.
- Według mnie uciekł na stołówkę - powiedziała Iris. Spojrzałam na nią.
- To prawda, kiedyś mówił, że jak jest zły to je - dodałam. Rudowłosy popatrzył na nas zaniepokojony.
- On się nażre na śmierć! - krzyknął i pobiegł w stronę stołówki.
~~*~~*~~
- Dasz radę, Laura? - zapytała Iris, kładąc mi rękę na ramieniu.
- Nie wierzysz we mnie? - zaśmiałam się. Ross, dalej obrażony, spojrzał na mnie.
- Ja tam nie wierzę w powodzenie tej całej "misji" - powiedział.
- Wiesz co powiedziała rada, byłeś przy tym. Za wszelką cenę mamy się czegoś o nim dowiedzieć.
- A oni nie mogliby sprawdzić? - spytał naburmuszony, że się z nim nie zgadzamy.
- Nie mogą wejść do Awnas, a spis robią po szkoleniu - wytłumaczyła Iris.
- I są starzy i leniwi, więc nie daliby sobie rady - powiedział Ross.
- Dobrze wiesz, że to nie tak wygląda - przypomniałam.
- Laura - różowowłosa pociągnęła mnie za rękaw - już wszedł.
Wzięłam głęboki wdech.
- Trzymajcie kciuki.
~~*~~*~~
Tytuł Najgłupszej Osoby na Świecie definitywnie trafia do Anais!
Nie wierzę jak mogłam być tak, em... nieinteligentna, że skopiowałam drugi rozdział po raz drugi!
Ok, uspokój się, Anais... Wdech, wydech...
Przed Wami (albo za Wami, zależy w jakiej kolejności czytacie) TRZECI rozdział.
Tym razem bez podziękowań, ale wiadomo dla kogo są. Jeśli nie to napiszcie i dodam osobną notkę.
Zabieram się za kończenie czwartego rozdziału, w którym dowiecie się, mniej więcej, o jaki "plan" chodzi.
Pozdrawiam, Anais - głupia jak but
Super rozdział :*
OdpowiedzUsuńCzasami taki tajemniczy, ale ciekawy
Czekam na next :*
Super!
OdpowiedzUsuńCzekam!
Dawaj szybko!
~Wika
Super rozdział!
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta!